Łódź. Karetki pogotowia i radiowozy straży miejskiej kursują jak taksówki. Dzień w dzień rozwożą po mieście kilkudziesięciu pijanych do nieprzytomności.
- Do pijanych jesteśmy wzywani co 15 minut - mówi Radosław Lewandowski, dowódca sekcji dyżurnej straży miejskiej. - Najgorsze są weekendy i popularne imieniny. Wtedy zamiast pilnować porządku w mieście, wozimy nietrzeźwych.
Rocznie straż miejska transportuje tysiące pijaków. W 2014 miała ich 7150, w tym roku już 3400, tylko w lipcu 560.
- U nas gorzej - wzdycha Renata Warężak-Kuciel, dyrektorka medyczna łódzkiego pogotowia. - Miesięcznie obsługujemy po 1000 pijanych. Wakacje były wyjątkowo ciężkie, bo tylko w lipcu mieliśmy 1104 interwencje u ludzi pod wpływem alkoholu. 53 odwieźliśmy do Miejskiego Centrum Zdrowia Publicznego (dawna izba wytrzeźwień), 796 do szpitali.
Co z pozostałymi?
- 141 przekazaliśmy straży miejskiej, 114 policji - mówi dyrektor Warężak-Kuciel. Bo - jak tłumaczy - pogotowie nie powinno wozić nietrzeźwych, tylko zgodnie z ustawą o ratownictwie medycznym udzielać pomocy w stanach zagrożenia zdrowia i życia.
Czytaj więcej: lodz.wyborcza.pl
