Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna
 

Dokładnie 812 tysięcy 780 połączeń z prośbą o pomoc w zeszłym roku odebrali dyspozytorzy medyczni w Śląskiem. Tylko w aglomeracji zespół ratowników medycznych wyjeżdża udzielić pomocy co trzy minuty! Eksperci oceniają, że w Śląskiem system działa bardzo dobrze. Duże zmiany w nim nie są potrzebne. Dlatego w ratownictwie medycznym zmieniają się wyłącznie szczegóły, ale bardzo istotne.

Nie ma pogotowia i karetki

Kiedy dzieje się coś złego i na telefonie wykręcamy numer 999, chcemy wezwać lekarza z pogotowia, który przyjedzie do nas karetką. Tymczasem od 2007 roku z takim nazewnictwem powinniśmy się pożegnać. Pomagają nam ratownicy medyczni, którzy jeżdżą ambulansami. Nowe nazewnictwo nie jest tylko powierzchownym zabiegiem. Niesie ze sobą zmianę zasad funkcjonowania ratowników medycznych.

- Wcześniej określenie "karetka" funkcjonowało obiegowo, jako pomoc, która przyjeżdżała praktycznie do każdego wezwania. Taka forma przychodni na kółkach. Tej pomocy udzielał nam sanitariusz, czyli często student bez doświadczenia czy osoba, która legitymowała się ukończeniem kilku kursów - wyjaśnia Artur Borowicz, dyrektor Wojewódzkiego Pogotowia Ratunkowego w Katowicach, którego prof. Marian Zembala, minister zdrowia, mianował na swojego doradcę społecznego z zakresu ratownictwa medycznego.

- Dzisiaj sytuacja diametralnie się zmieniła, wraz z przyspieszeniem tempa życia zwiększyła się liczba zdarzeń, do których wzywani są ratownicy (w aglomeracji ambulans wyjeżdża do pacjenta co trzy minuty). Ich zadaniem jest niesienie pomocy wyłącznie w nagłych przypadkach, które zagrażają zdrowiu i życiu - podkreśla Borowicz. Zmienił się też portret ratownika. Dzisiaj jest to osoba bardzo dobrze wykształcona, która skończyła studia wyższe. Mamy powody do dumy Borowicz, który stoi na czele największego pogotowia ratunkowego w Polsce, pytany czy system ratownictwa medycznego działa sprawnie, bez wahania odpowiada: oczywiście. Mimo to pomysł określenia szpitalom rejonów obowiązkowych przyjęć pacjentów przewożonych karetką, ocenia pozytywnie. Właśnie trwają prace nad listą placówek. Ich efekt poznamy w najbliższych tygodniach.

- Zmiana doprecyzuje przepisy w kwestii sytuacji spornych. Dzięki niej szpitale stracą możliwość uchylania się od przyjęcia pacjentów - wyjaśnia dyrektor Borowicz. I jak dodaje, choć dotyczyć będzie bardzo małej liczby przypadków (w WPR na 20 tys. comiesięcznych wyjazdów, ok. 20 pacjentom szpital odmawia przyjęcia), to takie doprecyzowanie jest konieczne. - Nadal zgodnie z ustawą o państwowym ratownictwie medycznym, cały czas będziemy wozić pacjenta do najbliższego SOR-u lub najbliższej izby przyjęć. Jednak w razie problemów zawsze będzie dostępna wyznaczona jednostka szpitalna - podkreśla. Nowoczesny samochód, a w nim defibrylator, respirator, wielofunkcyjne nosze, pompa infuzyjna, plecak wyposażony w szereg najpotrzebniejszych przyborów medycznych. Tak prezentuje się dzisiaj ambulans. - Nasi ratownicy dwa razy byli wicemistrzami Stanów Zjednoczonych, po ich wizytach za oceanem zostało mi takie powiedzenie: Amerykanie nie mają gorszego sprzętu od nas - śmieje się Borowicz. I jak podkreśla, sprzęt, z którego korzystają ratownicy w kraju jest na światowym poziomie. Połączony z ich doświadczeniem i wiedzą pozwala otrzymywać bardzo dobre wyniki w ratownictwie medycznym.

Czytaj więcej: dziennikzachodni.pl

Twoja reakcja na artykuł?

Komentarze  

sheep
+8 #1 sheep 2015-09-06 11:11
wiedza i sprzęt (zależnie oczywiście od miejsca, miasto- wieś...) czasem na światowym poziomie, a płaca dla ratowników na poziomie Białorusi, Ukrainy czy Czeczenii...
Zgłoś administratorowi

Aby dodać komentarz, zaloguj się!

 

Don't have an account yet? Register Now!

Sign in to your account