„Wybuchła mina, zginął żołnierz koalicji, dwóch rannych”, „rakieta trafiła w wioskę, są zabici”, „atak na konwój…” – w mediach przez kilkanaście ostatnich lat przewijały się informacje z frontu afgańskiego. Zadaję sobie pytanie, kto ratował, gdy na głowę leciały pociski? Kto łatał porozrywane ciała? Kto tamował rozległe krwotoki?
Afganistan, 4 tys. km stąd w linii prostej, upał, bieda, ludzie żyjący w zupełnie innej kulturze. Tam, przez 12 lat (marzec 2002 – grudzień 2014) Polski Kontyngent Wojskowy uczestniczył w operacji stabilizacyjnej ISAF – Międzynarodowych Sił Wsparcia Bezpieczeństwa, by walczyć z Talibami.
Pytam w środowisku medycznym, czy znają kogoś, kto tam był, ratował. Udaje mi się zdobyć kilka cennych telefonów. Umawiam się na rozmowy.
Jaką rolę medycy odegrali w czasie tej wojny? Pytam ppłk. Janusza Walendzika, który był w Afganistanie na dwóch zmianach (ósmej i dwunastej, jedna zmiana trwa pół roku), za pierwszym razem jako zastępca szefa służby zdrowia PKW, a na kolejnej czasowo pełnił funkcję jej szefa, a potem zastępcy.
Czytaj więcej: gazetalekarska.pl
