System działa bez zarzutu, to dyspozytorzy popełnili błąd - wynika z kontroli w tarnowskiej stacji pogotowia ratunkowego przeprowadzonej przez Małopolski Urząd Wojewódzki. Tą zlecono po tym, jak karetki dwukrotnie zostały skierowane do złych miejscowości, a pacjenci z Kamionki Małej i Zamieścia zmarli. Wyników kontroli nie chce skomentować dyrektor pogotowia.
Stwierdza jedynie, że działalność dyspozytorni "została oceniona pozytywnie". W lipcu do miejscowości Kamionka Mała w powiecie limanowskim karetka wezwana została do 58-letniego mężczyzny. Ambulans został jednak wysłany do Kamionki w powiecie nowosądeckim. Mężczyzna zmarł zanim ten dojechał we właściwe miejsce. Po tym zdarzeniu komisja, która je opiniowała przyznała, że do pomyłki doszło z winy dyspozytora. Dyrektor pogotowia poinformowała, że ten do pracy nie wróci.
Miesiąc później o tarnowskiej dyspozytorni znowu było głośno. Wtedy karetka wezwana została do 28-letniego mieszkańca miejscowości Zamieście leżącej w gminie Tymbark. Ambulans pojechał zaś do miejscowości Tymbark, na nieistniejącą ulicę Zamieście. Mężczyzna zmarł w szpitalu.
W przypadku zadysponowania(...) dyspozytor przyjmujący wezwanie, uzupełniając formatkę oprogramowania SWD zignorował informację, podawaną przez system o możliwym problemie w dysponowaniu ZRM na miejsce zdarzenia. Małopolski Urząd Wojewódzki
Kierownik dyspozytorni tłumaczył wtedy, że za błąd odpowiedzialna jest żona 28-latka, która wzywała karetkę, bo ta miała podać błędny adres. Dowodem miał być krótki fragment nagrania rozmowy z kobietą przekazany mediom. Żadne decyzje personalne po tym zdarzeniu nie zapadły.
Winny człowiek, nie system Z raportu pokontrolnego wynika, że za obie pomyłki odpowiadają dyspozytorzy, nie system. - Należy stwierdzić, iż podczas realizacji wezwań będących przedmiotem kontroli, sprzęt komputerowy, radiowy i telefoniczny dyspozytorni i ZRM działał prawidłowo. Także funkcjonujące poprawnie oprogramowanie SWD nie wygenerowało błędnej informacji, która mogła być przyczyną decyzji dyspozytora medycznego o zadysponowaniu ZRM do miejscowości innej, niż miejscowość miejsca zdarzenia – czytamy w piśmie skierowanym przez Małopolski Urząd Wojewódzki do dyrektor tarnowskiego pogotowia. Ale, czytamy dalej w piśmie, dyspozytor przyjmujący wezwanie do 58-latka z Kamionki "zignorował informację (...) o możliwym problemie w dysponowaniu ZRM na miejsce zdarzenia", którą pokazał system. Nie dopytał też o doprecyzowanie miejsca, mimo że system wskazał dwie miejscowości o tej samej nazwie. Nie potwierdził też usłyszanego adresu.
Czytaj więcej: tvn24.pl
