Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna
 

Na skwerze w centrum Wrocławia zmarł ojciec jednego z ratowników pogotowia ratunkowego, bo w całym mieście nie było wolnej karetki, której załoga mogłaby udzielić mu pomocy. Gdzie były w tym czasie? Część z pacjentami na pokładzie stała w kolejkach do szpitali. Inne wezwano do błahych zdarzeń. Do zdarzenia doszło już przed kilkoma miesiącami. Ale ratownicy z pogotowia podają je jako najlepszy dowód na to, że karetek w mieście jest za mało.

Zaledwie 24 karetki pogotowia ratunkowego muszą wystarczyć na cały Wrocław i powiat wrocławski. To trzy karetki na każde 100 tys. mieszkańców, ale tych zameldowanych, a nie faktycznie mieszkających. Ratownicy nie pozostawiają złudzeń: to stanowczo za mało. Dlatego niekiedy na przyjazd karetki trzeba czekać godzinami.

– Karetki są przychodniami na kółkach – mówi nam jeden z ratowników. Nie jeżdżą tylko do wypadków drogowych, zawałów serca, udarów mózgu i innych sytuacji, w których zagrożone jest ludzkie życie i zdrowie. – Gdy na domową wizytę lekarza trzeba czekać kilka godzin albo wyjść do nocnej pomocy lekarskiej, łatwiej zadzwonić pod trzy dziewiątki – dodaje ratownik. Przykład? Jedna z lekarek wspomina, że co miesiąc jeździła pod ten sam adres do wezwania z powodu ostrego bólu brzucha. To może być niepokojący objaw, ale na miejscu okazywało się, że to... bóle miesiączkowe.

Czytaj więcej: gazetawroclawska.pl

Twoja reakcja na artykuł?

Aby dodać komentarz, zaloguj się!

 

Don't have an account yet? Register Now!

Sign in to your account