Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna
 

Czy ratownik medyczny zwymyślał chorego na raka pacjenta? Kierownictwo łódzkiego pogotowia wyjaśnia sprawę.

„A ch.., zdychaj” - takie słowa miał wypowiedzieć ratownik medyczny wobec zabieranego do szpitala pacjenta. Ratownik zaprzecza. Jak było w rzeczywistości? Pan Tomasz mieszka w Śródmieściu. Od dłuższego czasu, 64-latek praktycznie nie wychodził z łóżka. Nie skarżył się na dolegliwości, ale widać było po nim, że czuje się coraz gorzej. W niedzielę, 28 lutego, po południu, nie było z nim kontaktu, majaczył. Zaniepokojona matka poszła do sąsiadów prosić, by zadzwonili po pogotowie. Zespół ratownictwa medycznego był na miejscu po dziewięciu minutach. Weszli do mieszkania.

- Ustaliliśmy że zespół ratownictwa medycznego udzielał pomocy pacjentowi, który był bardzo zaniedbany i wyniszczony. Przebywał w bardzo złych warunkach mieszkaniowych - relacjonuje interwencję Edyta Wcisło, rzeczniczka Wojewódzkiej Stacji Ratownictwa Medycznego w Łodzi. - Mieszkanie zasypane było górą niepotrzebnych rzeczy, było brudno, nieprzyjemny zapach wyczuwalny był już na klatce schodowej. Ratownicy musieli pracować przy użyciu latarek, ponieważ w mieszkaniu nie było możliwości zapalenia światła. W transporcie pacjenta z mieszkania pomagali sąsiedzi. Transportowano go na płachcie ratowniczej i na klatce schodowej przełożono na nosze.

Jednak pan Aleksander, sąsiad, który był świadkiem interwencji ratowników medycznych, twierdzi, że zdarzenie wyglądało inaczej. - Wyciągnęli go za ręce i nogi, położyli na gołym betonie w klatce schodowej - opowiada. - Leżał tam, dopóki ratownicy nie podjechali z noszami. Gdy pacjent leżał już w karetce, jeden z ratowników miał wrócić do mieszkania po pozostawioną tam torbę. Wtedy do pojazdu podszedł pan Aleksander.

- Zapytałem pana, który siedział przy pacjencie, gdzie go zabiorą - relacjonuje łodzianin. - Odpowiedział: „najlepiej to na śmietnik”. Później spojrzał na mnie, spojrzał na niego i dodał: „a ch.., zdychaj”. Ratownik nie przyznaje się do wypowiedzenia tych słów. - Wiem, co słyszałem - podsumowuje pan Aleksander.

Czytaj więcej: dzienniklodzki.pl

Twoja reakcja na artykuł?

Aby dodać komentarz, zaloguj się!

 

Don't have an account yet? Register Now!

Sign in to your account