- Byliśmy świadkami znieczulicy i braku reakcji na krzywdę człowieka - z takim problemem zgłosili się Czytelnicy do portalu gdansk.naszemiasto.pl
- 2 kwietnia wybraliśmy się na wycieczkę rowerową po Gdańsku. Przy Bramie Żuławskiej zauważyliśmy leżącego na chodniku mężczyznę. To było około godz. 13.30. Obok niego przechodzili ludzie, nikt się nie zainteresował, nikt nie chciał mu pomóc.
Czytelnicy czym prędzej zeszli z rowerów, by sprawdzić, co się stało. Okazało się, że leżący mężczyzna, na oko pięćdziesięciolatek, miał problemy z oddychaniem i skarżył się na bóle w klatce piersiowej. Nie miał siły, by samodzielnie podnieść się z ziemi. Pan Dawid sięgnął po telefon i wezwał karetkę.
- Ten człowiek może nie wyglądał, jakby codziennie chodził w garniturze, ale to przecież jeszcze nie powód, by przejść obok niego obojętnie. Podeszliśmy do niego, nie było od niego czuć zapachu alkoholu. Nie mogę zrozumieć tego, że nikt wcześniej się nim nie zainteresował. Przecież ten człowiek mógł umrzeć na oczach przechodniów. I nikt by nie zareagował. Skąd w nas taka znieczulica? A może to po prostu strach. Czy to strach przed odpowiedzialnością za drugą osobę?- pyta się nasz Czytelnik. - No tak, dla wielu wygodniej jest przejść obojętnie, niż pochylić się nad potrzebującym.
Jak zatem powinniśmy zareagować, kiedy będziemy świadkiem podobnej sytuacji? W sytuacjach zagrożenia życia liczą się minuty, czasami wręcz sekundy. Powiadomienie odpowiedniej służby i przekazanie informacji przez świadka zdarzenia właściwemu dyspozytorowi są w kryzysowej sytuacji bardzo istotne!
Czytaj więcej: gdansk.naszemiasto.pl
