Poznańscy policjanci czekali dwie godziny na lekarza, który stwierdzi zgon mężczyzny. Człowiek umarł na ulicy.
- Ta sytuacja jest chora i od ponad roku jest coraz gorzej - denerwuje się rzecznik wielkopolskiej policji Andrzej Borowiak
Poniedziałkowe, upalne popołudnie, ul. Mogileńska w Poznaniu. Policjanci przyjeżdżają do leżącego tam mężczyzny. Człowiek nie żyje. Dyżurny obdzwania kilka przychodni, które są w pobliżu i prosi o przysłanie lekarza, by stwierdził zgon.
- Nikt nie chciał przyjechać. W jednej przychodni powiedziano nam, że się zastanowią. Ale potem oddzwonili, że skonsultowali się z prawnikiem i zgodnie z prawem nie muszą jechać.
Cały tekst: poznan.wyborcza.pl
