Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna
 

Zawody medyczne są dla prawdziwych twardzieli. Tu nie ma miejsca na sentymenty i popłakiwanie w kącie. Agresywni pacjenci, błahe wezwania i awantury „bo nam się należy”. Tak wygląda codzienna praca ratowników medycznych

Wyzwiska, agresja, oskarżenia o kradzież - to niemal codzienność dla ratowników medycznych, którzy każdego dnia są na zawołanie mieszkańców Łodzi. Podziękowania też się zdarzają, ale rzadziej. Niektórzy nawet przepraszają, tych jednak jak na lekarstwo. Z łódzkimi ratownikami spędziłam w karetce dwie noce. Doświadczyłam wszystkich tych emocji i już wiem, że w tym zawodzie mogą przetrwać jedynie prawdziwi pasjonaci. Ostrzegam, pracuję w urzędzie Ruszyłam w kierunku dyspozytorni na Bałutach, gdzie o 17 miał czekać mój zespół.

Do zakończenia dyżuru, czyli do godz. 20, swoją pracę mieli mi pokazać Agnieszka, Bartek i szkolący się Kamil, student ratownictwa medycznego na łódzkim uniwersytecie. Na pierwsze wezwanie nie czekałam długo. Ubrana w ratowniczą kurtkę wsiadłam do karetki. - Uważajcie, pacjentka straszy, że pracuje w urzędzie i jeśli nie przyjedziemy, to popamiętamy - przekazał Agnieszce dyspozytor. To sugeruje, że przypadek będzie trudny. Kobieta zadzwoniła na pogotowie z powodu bólu głowy. Mimo że nie jest to objaw bezpośrednio zagrażający życiu w tej chwili, pojechaliśmy z pomocą.

Czytaj więcej: dzienniklodzki.pl

Twoja reakcja na artykuł?

Aby dodać komentarz, zaloguj się!

 

Don't have an account yet? Register Now!

Sign in to your account