O ocenę tzw. małej i dużej ustawy o PRM portal Medexpress.pl zapytał przewodniczącego Krajowego Związku Zawodowego Pracowników Ratownictwa Medycznego Romana Badacha-Rogowskiego.
Jak Pan ocenia duży i mały projekt ustawy o ratownictwie medycznym?
Projekty budzą wiele kontrowersji. Jednak jako związek bardzo pozytywnie oceniamy zaproponowane zmiany, ponieważ ujęto w nich trzy czwarte wnioskowanych przez nas postulatów. Co prawda nie wiadomo, które z nich wejdą na stałe do ustawy, bo w tej chwili mamy okres konsultacji. Na wiele z tych zmian wcześniej zwracaliśmy uwagę, np. na propozycję upaństwowienia ratownictwa medycznego. Nasz związek zawodowy cieszy to, że ratownicy będą pracować na umowę o pracę, a nie jak do tej pory na umowach śmieciowych.
Aczkolwiek tu jest sporo kontrowersji. Wielu ratowników obawia się, że jeśli w tej chwili na kontrakcie mają ok. 20 złotych na godzinę, to przy przepracowaniu 400-500 godzin (ale to jak trzy etaty) mają przyzwoite pieniądze, a po przejściu na etat będą mieli poniżej dwóch tysięcy na rękę. Choć ja twierdzę, że będą mogli dorobić, ponieważ ratownicy są potrzebni poza systemem ratownictwa medycznego np. na transportach czy obstawach imprez, oddziałach szpitalnych czy ratunkowych. Tam ratownicy będą mogli dorobić. Nie będą mogli dorabiać aż tyle w systemie. Jeżeli w tej chwili, przy obecnych uwarunkowaniach, są jednostki, w których ratownik medyczny za niecałe 170 godzin, czyli etatowo, zarabia ponad trzy tysiące złotych na rękę, to jest to sytuacja wyjściowa do osiągnięcia takiego poziomu przez wszystkich.
Ale wspomniał Pan, że niektórzy zarabiają poniżej dwóch tysięcy „na rękę”…
Są w tej chwili jednostki, w których ratownicy tyle na etatach zarabiają. Tyle, że te środki, które miałyby iść na ratownictwo będą dotacją celową, czyli trzeba będzie kontrolować ich wydatkowanie. W tej chwili podmiot prywatny, który generuje środki, zachowuje zyski dla siebie, ale w podmiotach publicznych też jest często taka patologiczna sytuacja, że jeżeli zespoły ratownictwa są w strukturach szpitala, to środki na ratownictwo idą do jednego worka szpitalnego. Szpital z tego utrzymuje inne oddziały albo spłaca długi, a ratownik otrzymuje małą pensję. Kiedy będzie to dotacja celowa, to ograniczy się wydawanie na inne potrzeby niż ratownictwo medyczne. Tym sposobem ratownik będzie mógł mieć wyższą zapłatę. Kolejną istotną zmianą jest wprowadzenie motocykli do systemu. Poprzednia ustawa nie przewidywała takiego środka transportu. Motor w dużych aglomeracjach miejskich, gdzie są korki i problem z dotarciem do poszkodowanego, poprawi przeżywalność lub zmniejszy ubytki, bo pomoc nadejdzie szybciej. Następna rzecz, której wcześniej nie tyło, to wsparcie psychologiczne dla dyspozytorów medycznych oraz członków zespołu ratownictwa medycznego. To ważne, bo ratownicy są świadkami wielkich tragedii, przeżywają je, często sami są ofiarami i cierpią na syndrom stresu pourazowego. O zespoły trzyosobowe wnioskowaliśmy od początku istnienia ustawy o ratownictwie medycznym, czyli od 2007 roku. Taki zespół poprawi skuteczność udzielanej pomocy, sprawność procedur ratowniczych, bo w niektórych przypadkach np. przy resuscytacji potrzebnych jest sześć rąk. Zwiększy się sprawność, a tym samym efektywność dla pacjenta. Po drugie zwiększy się bezpieczeństwo BHP, czyli tzw. ręczne prace transportowe, bo pacjenta i sprzęt trzeba przenieść do karetki, co w dwie osoby było niemożliwe i trzeba było liczyć na pomoc straży pożarnej albo policji, a którzy często bywają daleko od zdarzenia i trzeba było na nie czekać – czas pomocy był wówczas wydłużony. Zespół trzyosobowy zapewni komfort lepszego działania.
Czytaj więcej: medexpress.pl
