Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna
 

Czy karetka pogotowia to dobre miejsce do wożenia upojonych ludzi? A może tylko w Łodzi wydaje nam się, że transportem pijaka powinien się zajmować ratownik medyczny?

Całkiem niedawno, w czasie rozmowy z przedstawicielami Wojewódzkiej Stacji Ratownictwa Medycznego w Łodzi, usłyszałam narzekania, że spory procent wyjazdów karetek to transporty w sztok pijanych łodzian do "izby wytrzeźwień". To zjawisko niepokojące, tym bardziej że kilka lat temu opisywałam, że problem pijanych, którzy mają kłopoty z utrzymaniem się na nogach i dotarciem na nich do własnych domów, albo wręcz leżących na chodnikach i ławkach i zwanych przez służby miejskie nieelegancko, lecz adekwatnie "leżakami", przestaje w Łodzi istnieć, bo oto mamy pijakowozy.

W pijakowozach - przystosowanych do specyficznych potrzeb upojonych, czyli łatwych do umycia - mieli jeździć strażnicy miejscy i zbierać z ulic tych, którzy z alkoholem tak przesadzili, że stanowią zagrożenie dla siebie i innych. Podobno jeżdżą, podobno zbierają. Skąd więc lament w pogotowiu? Może przesadzają, narzekają, aby ponarzekać - pomyślałam. I postanowiłam sprawdzić, jak ten problem rozwiązują inne duże miasta. W gdańskim pogotowiu lekarz dyżurny zapewnił, że dla lekarzy i ratowników problem upojonych to nie problem. - Bo za każdym razem, gdy jesteśmy wezwani do takiego pacjenta leżącego na ulicy, łapiemy za telefon i dzwonimy do policji, albo po straż miejską, aby odwieźli delikwenta do pogotowia socjalnego dla osób nietrzeźwych. My się tym absolutnie nie zajmujemy, wręcz mamy zakaz transportu do "izby wytrzeźwień". Pogotowie jest do innych celów.

We Wrocławiu pijanych nie wożą

We wrocławskim Stowarzyszeniu Pomocy Wzajemnej im. Kardynała S. Wyszyńskiego też zapewniają, że pijanych nie przywożą karetki. - Najczęściej straż miejska, rzadziej policja - mówi Sylwia Młodek, zastępca dyrektora stowarzyszenia. - Przecież interwencja pogotowia jest w takim wypadku nieuzasadniona. Owszem, zdarza się, że taki upojony ma dodatkowo jakieś obrażenia, bo wdał się w bójkę, albo przewrócił, albo ma jeszcze inne problemy zdrowotne. Mamy jednak na miejscu lekarza, który sprawdza, w jakim stanie nasz potencjalny klient został przywieziony i dopiero jeśli konieczna jest zaawansowana pomoc medyczna, wzywamy karetkę. To nie są częste przypadki.

Dzwonię sprawdzić, jak radzą sobie w Poznaniu, gdzie na "izbę wytrzeźwień" trafia ponad 7 tysięcy osób rocznie (w Łodzi około 10 tysięcy). - Pogotowie nie dowozi nam podopiecznych, bo nie chce się bawić w takie sytuacje - mówi Hanna Rydlewska, kierownik zmiany w Ośrodku dla Osób Nietrzeźwych przy Wielkopolskim Centrum Pomocy Bliźniemu. - U nas ze znalezionymi w krzakach, na ławkach i na ulicach muszą sobie radzić straż miejska i policja. Narzekają, ale transportują. Jeśli mają rannego, wzywają karetkę na miejsce, ale po interwencji i opatrzeniu to oni dalej zajmują się transportem.

W Stołecznym Ośrodku dla Osób Nietrzeźwych się dziwią: - Dlaczego u was pijaków wozi pogotowie? Przecież od tego są inne służby, a transportowanie ich karetką jest niezgodne z rozporządzeniem ministra zdrowia!

Co ósmy wyjazd do pijanego

Czy w Łodzi to rozporządzenie nie obowiązuje? - pytam dr Renatę Warężak-Kuciel, dyrektor ds. medycznych łódzkiego pogotowia. - Obowiązuje i gdyby tak jak w innych miastach "izba wytrzeźwień" nie była placówką medyczną, nie moglibyśmy tam wozić pijanych. Ale nasze łódzkie Centrum Terapii i Profilaktyki Zdrowotnej działa na zasadzie zakładu opieki zdrowotnej, więc w świetle przepisów nic nie stoi na przeszkodzie, aby pacjentów dowoziły tam karetki.

Czytaj więcej: lodz.wyborcza.pl

Don't have an account yet? Register Now!

Sign in to your account