Mieszkańcy Widzewa już trzy miesiące nocą muszą się leczyć na wsi. Czy urzędnicy NFZ zrobili wszystko, by zorganizować im pomoc? Prokuratura Łódź-Śródmieście wszczęła śledztwo w tej sprawie.
- Postępowanie rozpoczęło się po doniesieniu mieszkańca Widzewa - mówi Krzysztof Kopania, rzecznik prokuratury okręgowej. - To zwykły człowiek. W skardze do śródmiejskiej prokuratury przywoływał artykuł z "Gazety". Pisaliście w nim, że od 1 marca NFZ podzielił Łódź na sześć rewirów. W każdym ogłosił konkurs na prowadzenie nocnego ambulatorium. Obsługę Widzewa przydzielono Gminnej Przychodni Zdrowia przy ul. Rokicińskiej 125 w Andrespolu.
Zdaniem autora skargi zachodzi obawa, że mieszkańcy wielkiej dzielnicy nie mogą korzystać z wyznaczonej dla nich poradni, bo trudno w nocy dostać się za miasto. Dla wielu osób barierą nie do pokonania mogą być finanse - kurs taksówką w Widzewa do Andrespola to wydatek rzędu 100 zł. Nocny autobus jeździ raz na godzinę i nie dociera na cały Widzew. Skarżący się widzewiak podkreśla, że może to prowadzić nawet do narażenia zdrowia i życia ludzi, dla których placówka za miastem okaże się niedostępna. Może też dojść do niepotrzebnego obciążenia innych placówek ochrony zdrowia, na przykład łódzkiego pogotowia ratunkowego, które może być narażone na nieuzasadnione wezwania.
