Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna
 

W wakacje rośnie zainteresowanie kartą ICE. W razie nagłego wypadku ratownik udzielający pierwszej pomocy wie kogo z bliskich powiadomić o tym, że coś nam się stało. Pożytku z karty nie mają lekarze. - Nie mamy prawa zdradzać jakichkolwiek danych osobowych i medycznych niepowołanym do tego osobom ani grzebać poszkodowanym po kieszeniach - krytykuje pomysł dyrektor łódzkiego pogotowia.

W sytuacji wypadku lub innego zagrożenia rodzina często nie wie, co się z nami dzieje. W dowodach osobistych nie ma numerów kontaktowych bliskich osób, a ratownicy nie mają pewności, którą z wpisanych do telefonu komórkowego osób życzylibyśmy sobie powiadomić.

Na pomysł karty ICE wpadli włoscy ratownicy, którzy zauważyli lukę informacyjną w kontakcie z rodziną i bliskimi poszkodowanych w różnych wypadkach.

Skrót ICE (In Case of Emergency) oznacza "w nagłym wypadku". Plastikowa karta wielkości dowodu osobistego zawiera imię i nazwisko właściciela oraz numery telefonów do trzech osób, które można powiadomić w razie wypadku. Dane wpisuje się też do telefonu komórkowego, ratownik odnajdzie je pod nazwą ICE. Można wpisać ICE1, ICE2 i ICE3.

Karty można kupić w oddziałach PCK w całym kraju. - Zainteresowanie jest duże - mówi Radosław Budzyński z Polskiego Czerwonego Krzyża w Łodzi. - Ostatnio przyszła do nas starsza pani, która kupiła w prezencie karty dla całej rodziny - dodaje.

Jednak jak się okazuje, karta ICE nie jest wcale zbyt użyteczna. - Dość intensywnie dyżuruję i nigdy się z nią nie spotkałem - przyznaje dr Janusz Morawski, dyrektor ds. medycznym w łódzkim pogotowiu.

Jego zdaniem pomysł jest zupełnie nietrafiony. - W myśl obowiązującego prawa lekarz nie może zdradzać jakichkolwiek danych osobowych i medycznych niepowołanym do tego osobom, a nigdy nie mamy pewności co do osoby podanej w karcie - dodaje dr Morawski.

- Poza tym nie mamy prawa grzebać poszkodowanym po kieszeniach, od tego jest policja. Dla nas pacjent do chwili identyfikacji na szpitalnym oddziale jest osobą NN, czyli osobą o nieustalonej tożsamości - dodaje.

Zdaniem Morawskiego karta mogłaby się sprawdzić w przypadkach np. zasłabnięć na ulicy lub incydentalnych przypadków, jednak nie ma żadnego znaczenia w przypadku wypadków komunikacyjnych. - Samochód koziołkuje, jest kilka ofiar, galimatias i trudno nawet ustalić, która osoba jest którą - podkreśla dyrektor łódzkiego pogotowia.

Jego zdaniem powiadamianie bliskich ofiar i poszkodowanych najlepiej pozostawić policji. - To jedyna legalna instytucja, która do tego służy - podkreśla dr Morawski. - Są być może powolni, ale solidni - dodaje.

Źródło: wiadomosci.gazeta.pl

Don't have an account yet? Register Now!

Sign in to your account