Dyspozytorzy pogotowia odebrali informację o podłożonej bombie w jednym z ambulansów. Szukaniem ładunku i zgłaszającego zajmuje się policja.
Tuż przed godziną 16, jedna z dyspozytorek Pogotowia Ratunkowego w Kołobrzegu odebrała dziwny telefon. Wydaje się, że dziecięcy głos, z telefonu komórkowego złożył informację o podłożonej bombie w ambulansie. Jest jednak jeden problem: nie ma ambulansu nr 7. Dyspozytorzy pierwszy raz spotkali się z taka sytuacją.
Do dyspozytorni wezwano policję, która zajęła się namierzeniem informatora. Jednocześnie o ewentualnym zagrożeniu zostały poinformowane inne zespoły wyjazdowe w naszym województwie. Wszystko wskazuje na to, że to głupi żart, ale nie można go zlekceważyć.

Pracownicy pogotowia mówią, że to kompletnie idiotyczny wygłup. - Przecież nie wyłączymy z ruchu wszystkich ambulansów i nie zaczniemy ich przeszukiwać, to absurd - denerwuje się jeden z ratowników.
Źródło: miastokolobrzeg.pl
