Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna
 

Chirurdzy dziecięcy z inicjatywy konsultanta krajowego ds. chirurgii dziecięcej, prof. Piotra Kalicińskiego wypracowało projekt organizacji dziecięcych centrów urazowych. W Polsce powinno funkcjonować kilkanaście takich centrów przy ośrodkach dla dorosłych lub jako odrębne jednostki

W 2011 roku spośród ponad 19 tys dzieci, które trafiły do Dolnośląskiego Szpitala Specjalistycznego im. Marciniaka we Wrocławiu ponad 5 tys. wymagało hospitalizacji. Oczywiście duża część obrażeń których doznają dzieci nie stanowi dużego problemu medycznego ani realnego zagrożenia życia. Centra urazowe mają jednak za zadanie otoczyć optymalną opieką te z dzieci, u których doszło do najpoważniejszych, wielomiejscowych i wielonarządowych obrażeń ciała co zwykle wiąże się z zagrożeniem życia. Chociaż niektóre urazy u dzieci mają charakter sezonowy i wyraźnie widać, że częściej zdarzają się przed wakacjami, albo po wakacjach a ponadto inaczej w wielkich miastach i na terenach wakacyjnych, centra urazowe stale powinny dysponować salą operacyjną, oddziałem intensywnej opieki medycznej dla dzieci oraz zespołem specjalistów, wśród których poza chirurgiem dziecięcym nieodzowny jest choćby neurochirurg, chirurg naczyniowy czy chirurg szczękowy. To tak jak z przysłowiową strażą pożarną, która jest w pełnej gotowości nawet kiedy nie ma pożaru. A to kosztuje i dla ratowania życia i zdrowia dzieci koszty te trzeba ponieść. W organizacji takiego systemu zawsze wspierał nas prof. Juliusz Jakubaszko, do niedawna konsultant krajowy ds. medycyny ratunkowej. Na jego uruchomienie musimy jednak jeszcze poczekać.

W leczeniu urazów najważniejsza jest szybkość udzielenia pomocy. Najlepiej byłoby bezpiecznie i szybko transportować chorego po urazie od razu do ośrodka, w którym można mu pomóc zgodnie z jego potrzebami – czy to droga lotnicza czy drogową. Tak jest to przewidziane w projekcie dotyczącym centrów urazowych dla dzieci. Obecnie zdarza, że się że pacjent zamiast trafiać bezpośrednio do odpowiedniego ośrodka, najpierw przyjmowany jest do najbliższego szpitala, który jeśli nie jest w stanie objąć takiego dziecka pełną opieką i leczeniem i powinien jak najszybciej je odesłać do szpitala o wyższym poziomie referencyjności. Ale to dla pierwotnej placówki oznacza konieczność poniesienia kosztów za transport. Jednocześnie system finansowania jakby sprzyja takiej procedurze. Niejednokrotnie dotyczy to standardowych średnio ciężkich lub lekkich obrażeń, trwa zbyt długo a podjęta w tym czasie diagnostyka jest mówiąc oględnie niezwykle wstępna. Ostatecznie przedłuża to drogę pacjenta do leczenia., Nie krytykuję w żadnym stopniu tych dramatycznych sytuacji, kiedy takie postepowanie w najbliższym szpitalu ratuje życie lub wstępnie stabilizuje pacjenta, który inaczej nie mógłby być w ogóle transportowany. Może jednak byłoby lepiej aby Narodowy Fundusz Zdrowia zmodyfikował refundację leczenia przed tzw. skierowaniem do ośrodka o wyższym poziomie referencyjności. Stawka wynosi 624 złote a szpital nie powinien otrzymywać pieniędzy za oczekiwanie, ale za to co faktycznie zrobił - a więc jednocześnie godnie płacąc za tych pacjentów, których wstępna stabilizacja lub leczenie bezpośrednio ratujące życie i niezbędne przed transportem kosztowała znacznie więcej. W konsekwencji może udałoby się skrócić drogą do ostatecznego leczenia tym dzieciom i racjonalnie wydać pieniądze.

Źródło: medicalnet.pl

Twoja reakcja na artykuł?

Aby dodać komentarz, zaloguj się!

 

Don't have an account yet? Register Now!

Sign in to your account