Były dyspozytor pogotowia ratunkowego stanął przed Sądem Rejonowym w Bytowie. Miejscowa prokuratura oskarża go o niewysłanie karetki do chorej, która zmarła w samochodzie męża. Mieszkaniec Rumi nie przyznaje się do winy. Według niego, dzwoniący mężczyzna nie był zdenerwowany. Opowiadał, że żona ma gorączkę.
- Zaproponowałem mu, że jeśli ma możliwość, to niech zawiezie kobietę do szpitala w Miastku, bo badano ją tam dzień wcześniej - zeznaje były dyspozytor.
W sądzie opowiadał, że później oddzwonił na numer, który się wyświetlił. Nikt nie odebrał, więc uznał, że Jan Brożek [mąż zmarłej, mieszkaniec wsi Laski w gm. Kołczygłowy - dop. red.] postąpił zgodnie z jego radą. Jego zdaniem, pierwsza rozmowa była "luźna, bez nerwów".
Według Brożka, występującego w roli oskarżyciela posiłkowego, dyspozytor oznajmił mu, że karetki nie ma na miejscu, więc ma zadzwonić za pół godziny.
- Rozłączyłem się i niewiele myśląc, poszedłem po samochód - opowiada Brożek.
Lilianna Płotek, naczelna pielęgniarka Szpitala Powiatu Bytowskiego, którą powiadomiono o "niepożądanym zdarzeniu", była członkiem zespołu powołanego w związku z tą sprawą.
- Zabezpieczyliśmy nagranie wezwania. Dyspozytor mówił ze stoickim spokojem, zapytał, czy mężczyzna dowiezie żonę. Dzwoniący na to, że czemu miałby nie dowieźć - opowiada pielęgniarka.
Gdy Jan Brożek stanął na miejscu dla świadków, wzruszył się. Sąd więc przeczytał jego zeznania z postępowania przygotowawczego.
Mężczyzna zeznał, że kiedy przyjechał do Miastka, pytano go, czemu nie wezwał karetki. Powiedziano też, że ratownicy nie mieli żadnego innego powiadomienia. Jego żona straciła przytomność w trakcie podróży, a akcja reanimacyjna nie przyniosła efektów. Zespół do spraw zdarzeń niepożądanych czekał na sekcję zwłok, potem na opinię konsultanta wojewódzkiego.
- Jak już otrzymaliśmy dokumenty, nie wysunęliśmy żadnych wniosków, bo dyspozytor już u nas nie pracował. Został zwolniony za pracę pod wpływem alkoholu - podkreśla Lilianna Płotek.
Kolejna odsłona procesu 19 kwietnia. Wysłuchany ma być kolejny świadek. Mają być odtworzone nagrania z 14 marca 2011 roku, gdy Jan Brożek dzwonił do szpitala.
Byłemu dyspozytorowi pogotowia ratunkowego grozi do 3 lat pozbawienia wolności.
Źródło: dziennikbaltycki.pl
