Choć dni wolne związane ze świętami wielkanocnymi trwają zaledwie 72 godz., wliczając w nie sobotę, nie wszyscy mogli się nimi cieszyć w gronie rodziny. Wielu z nich pracowało, by zapewnić świętującym bezpieczeństwo
Oto na przykład dr Czarosław Kijonka, ordynator szpitalnego oddziału ratunkowego w Wojewódzkim Szpitalu Specjalistycznym im św. Barbary w Sosnowcu, 24 godziny ze świątecznego czasu spędził wraz z 13-osobowym zespołem (4 lekarzy i 9 pielęgniarek i ratowników medycznych) na dyżurze na SOR. W pierwszej kolejności trafiają do nich świętujący ze skręceniami, złamaniami czy bólami brzucha od przejedzenia.
- Nigdy nie wiemy, co nas czeka na świątecznym dyżurze - mówi ordynator SOR. I jak dodaje, na to jakimi przypadkami się zajmują wpływ ma szereg czynników.
- Choćby pogoda. Jeśli na dworze jest ciepło, ludzie wybierają się na rower, rolki czy grają w piłkę, my odnotowujemy wtedy więcej złamań czy zwichnięć. Kiedy pogoda nie dopisuje, jak np. w wielkanocną niedzielę, trafiają tu osoby choćby z bólami brzucha.
Na szczęście tegoroczna Wielkanoc na SOR minęła dość spokojnie. Średnio na dzień przyjmowano ok. 60 osób.
Szymon Sakowski i Piotr Kulawik, strażacy z Jednostki Ratowniczo-Gaśniczej PSP w Katowicach-Szopienicach, na swój los nie narzekają.
Jak zgodnie przyznają, przyzwyczaili się do pracy w święta - jest jak chleb powszedni. Szymon Sakowski dyżury w święta ma od trzech lat, jego kolega Piotr, od ponad czterech. - Taki fach, że święta w pracy to nic nadzwyczajnego, są jak normalny dzień w pracy - mówią. Byle tylko spokojne były i nie zmuszały do nadzwyczajnego wysiłku.
Źródło: slask.naszemiasto.pl

Komentarze
Zgodzę się z tobą lecz są i tacy lekarze co jezdzą w pogotowiach bez jakiej kolwiek specjalizacji co zgarniaja takie pieniądze a nie maja zielonego pojęcia o ratownictwie wysługują się wiedzą i umiejętnościami ratowników to dopiero jest chore i godne potepienia miejmy nadzieję że do końca roku beda mogli tylko pracowac
W sumie żal mi tych bohaterów,którz y aż tak bardzo się poświęcają tonąc w obłudzie
A ja podzielam ten "aplauz", bo dysproporcja w zarobkach jest aż nadto widoczna.
Ps. Nie poruszam tematu suto opłacanych "posiadaczy właściwych pieczątek", za których całą robotę odwalają ratownicy medyczni. To nie wymaga komentarza...