Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna
 

Katarzyna Kwietniewska z KPP w Gołdapi uratowała życie 57-letniemu mężczyźnie. Nieprzytomnego wyniosła z płonącego mieszkania.

Z ognia

16 marca br. sierż. Katarzyna Kwietniewska wróciła do domu po służbie po 22.00. Około północy położyła się do łóżka, szybko zasnęła. Przed 2.00 obudziło ją pukanie do drzwi. Przerażona sąsiadka alarmowała, że w bloku czuć dym. Pani Katarzyna zlokalizowała, że wydobywa się on z mieszkania naprzeciwko.

BARKIEM W DRZWI

Drzwi były zamknięte, nikt nie odpowiadał na stukanie. Policjantka poleciła sąsiadce, by telefonowała po straż pożarną i pogotowie ratunkowe, sama natomiast postanowiła dostać się do mieszkania.

– Trzy razy uderzałam barkiem w drzwi aż ustąpiły – opowiada. – W środku było ciemno, na moje wołanie nikt nie odpowiadał, słyszałam tylko jakieś charczenie. Na czworakach, po omacku, szukałam ofiary. Dym był taki, że kilka razy musiałam wyczołgiwać się na korytarz, by zaczerpnąć powietrza. W jednym z pokojów znalazłam sąsiada, leżał na podłodze, był nieprzytomny. Wyniosłam go z mieszkania, sprawdziłam funkcje życiowe, ułożyłam w pozycji bezpiecznej i czekałam na służby ratownicze.
– Nie potrafię słowami wyrazić swojej wdzięczności, pani Kasia uratowała mi życie, a niewykluczone, że również innych mieszkańców naszego bloku – mówi drżącym głosem pan Czesław. – Mam pretensje do siebie, że naraziłem ją i innych sąsiadów na niebezpieczeństwo, naprawdę nie wiem, jak do tego doszło. Pamiętam tylko, że chciałem coś ugotować i postawiłem garnek z wodą na gazie. Obudziłem się w szpitalu.

PRZEKONAŁA STARSZĄ PANIĄ

Pan Czesław nie jest jedyną osobą, której Katarzyna Kwietniewska uratowała życie. W maju ubiegłego roku, wracając po południu ze służby, zauważyła płomienie w oknie poddasza jednej z kamienic. Zatelefonowała pod 112, a następnie podjechała pod budynek. Od stojących przed wejściem mieszkańców dowiedziała się, że w jednym z mieszkań pod palącym się lokalem jest starsza pani. Natychmiast tam pobiegła, ale kobieta nie chciała wyjść, martwiła się o swój dobytek. Policjantka jednak przekonała ją, po czym wyprowadziła na zewnątrz. I natychmiast wróciła do środka (tym razem towarzyszył jej jeden z lokatorów), by sprawdzić, czy w którymś z pozostałych mieszkań ktoś nie został.

LICZĄ SIĘ SEKUNDY

– Najgroźniejsze dla ludzkiego życia są pożary, które wybuchają nocą – mówi kpt. Kamil Pawlukanis, naczelnik Wydziału Operacyjnego Komendy Powiatowej Państwowej Straży Pożarnej w Gołdapi. – Do pożaru w bloku pani sierżant przyjechaliśmy półtorej minuty po odebraniu zgłoszenia. Poszkodowany był już na zewnątrz, czuwała przy nim pani Kwietniewska. W całym bloku czuć było dym. Sprawdziliśmy, czy nie ulatnia się gaz, na szczęście wcześniej został automatycznie odcięty. Nie było też prądu. Pożar zniszczył część mieszkania, ściany w kuchni były czarne, większość mebli kuchennych spalona.

Kapitan Pawlukanis jest pełen uznania dla profesjonalizmu i odwagi pani sierżant.

– Nie miała przy sobie żadnego specjalistycznego sprzętu, a mimo to zdecydowała się wejść do płonącego mieszkania – mówi.

DO STRAŻAKÓW JAK W DYM

Katarzyna Kwietniewska pochodzi z Węgorzewa. Do Policji wstąpiła cztery lata temu, od początku pracuje w KPP w Gołdapi, najpierw w służbie patrolowej, obecnie w ruchu drogowym. Pierwszy raz widziała pożar, gdy ratowała starszą panią. Wtedy uświadomiła sobie, jak groźnym żywiołem jest ogień. Kiedy jednak ratowała ludzi, nie odczuwała strachu.

– W takich chwilach myśli się tylko o tym, żeby zdążyć z pomocą, nim dojdzie do tragedii – mówi. – W szkole policyjnej uczymy się, jak należy postępować w sytuacjach zagrożenia życia, a więc także, jak ratować osoby z pożaru. Ja po prostu robiłam to, co do mnie należało. Policjantem jest się przecież całą dobę.

Z sierżant Katarzyny dumni są przełożeni i koledzy.

– Jest świetną policjantką, m.in. brała udział w konkursie „Policjant ruchu drogowego” – mówi mł. insp. Andrzej Żyliński, komendant powiatowy Policji w Gołdapi, któremu również zdarzyło się ratować ludzi z płonącego budynku. – Koleżeńska, zdyscyplinowana i skromna, ale też stanowcza, ma wspaniałe wyniki w służbie. Bardzo ją cenimy.

– Jeśli pani sierżant chciałaby zmienić pracę, to do nas, strażaków, może iść jak w dym – dodaje kpt. Kamil Pawlukanis.

Źródło: gazeta.policja.pl

Don't have an account yet? Register Now!

Sign in to your account