Karetki pogotowia mają problemy z dotarciem do wzywających pomocy na płatnych autostradach. Jeszcze większy kłopot - ale o nim jakoś cicho - mają z pokonaniem szlabanów na zamkniętych osiedlach mieszkaniowych.
Ustawa o ratownictwie medycznym daje możliwość służbom ratowniczym zniszczenia prywatnego mienia, by ratować zdrowie i życie. Ale w praktyce pogotowie nie rozwala szlabanów. Ratownicy nie mają odpowiedniego sprzętu, a poza tym nie chcą uszkodzić karetek.
- Przy 400 wyjazdach dziennie taki problem przerabiamy na okrągło. Co mamy robić? Stajemy przed szlabanem, bierzemy z karetki defibrylator, tlen i cały sprzęt, który waży kilkadziesiąt kilogramów, i niesiemy do bramy przez całe podwórko. Na szczęście nasi ratownicy są wysportowani - mówi Gazecie Wyborczej Zbigniew Dragan, dyrektor ds. medycznych wrocławskiego pogotowia ratunkowego.
Podkreśla, że problem z dojazdem karetek do zamkniętych osiedli to nie tylko wydłużenie o kilka minut czasu dotarcia ratownika, co nie jest bez znaczenia w przypadku chorych w ciężkim stanie, ale także trudności z wywiezieniem pacjenta z domu do szpitala.
Źródło: rynekzdrowia.pl
