Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna
 

- Zdarzają się sytuacje, które na długo pozostają w pamięci. Miesiąc temu przez telefon pomagałem przy porodzie - mówi Mirosław Nowak, od pięciu lat dyspozytor w pogotowiu.

- Dzwoni zdenerwowany ojciec. Pytam, co jaki czas są skurcze. W odpowiedzi słyszę: "Pójdę zapytać. O, już widzę główkę” - opowiada M. Nowak. - Mężczyzna wykonywał moje polecenia ze spokojem. I udało się. Potem dowiedziałem się od lekarza, że dziewczynka jest zdrowa, waży 3.600 g i dostała 10 punktów w skali Apgar.

Pan Mirosław przed pracą na dyspozytorni 20 lat jeździł w zespole wypadkowym. Doświadczenie teraz procentuje i ułatwia pracę. Bo kiedy przyjmuje zgłoszenie, wie, co chciałby wiedzieć ratownik przed przybyciem na miejsce zdarzenia. I wie, jak rozmawiać z ludźmi. Jednak praca nie jest łatwa. - Proszę zapytać, który z kolegów zgodziłby się mnie zastąpić. Pewnie żaden - mówi. - Ciężko jest przez telefon rozmawiać z ludźmi, którzy często mają tylko roszczenia i nie da się im wytłumaczyć, do jakich przypadków powinna być wysłana karetka.

To jest najtrudniejsze - wytłumaczyć komuś, że ratownicy, którzy pojadą do mało ważnej sprawy, za chwilę mogliby komuś uratować życie. - Bo jak jest spokój, to wszystkie pojazdy stoją w bazie. Ale jak już się zacznie, to nawet pięć karetek nie daje rady - kończy M. Nowak i odbiera telefon.

Ale to głuchy telefon. Słychać kroki, szum ulicy, nikt się nie odzywa. Często tak się zdarza, że ktoś włoży telefon do kieszeni, nie zablokuje klawiatury, a trzy dziewiątki same się wybierają. Widać, jaki to numer, więc kiedy sytuacja się powtarza, oddzwania z prośbą o zablokowanie klawiatury.

Więcej: gazetalubuska.pl

Don't have an account yet? Register Now!

Sign in to your account