Na początku września karetka pogotowia ratunkowego nie mogła dojechać do rannego mężczyzny, który potrzebował pomocy na ul. Mariackiej w Katowicach. Elektroniczne słupki, które powinny automatycznie odblokować wjazd na deptak, nie schowały się. Z całym sprzętem ratunkowym, który waży ok. 30 kg, ratownicy musieli pieszo dotrzeć do mężczyzny. Po tym bulwersującym zdarzeniu wsiedliśmy do karetki, by sprawdzić, czy był to odosobniony przypadek. Jak się okazuje, mimo że karetka na sygnale jest pojazdem uprzywilejowanym, dotarcie do pacjenta wcale nie jest takie proste. Lista przeszkód jest długa...
Na sygnale
Trasa, jaką w miniony poniedziałek przed godz. 10 rano musiała pokonać karetka ze stacji Rejonowego Pogotowia Ratunkowego w Sosnowcu nie była wyjątkowo trudna, bo przebiegała poza centrum miasta i poza godzinami szczytu na drogach. Nie była też długa - raptem sześć kilometrów na ul. Wojska Polskiego, koło cmentarza. Mimo to nie udało się przejechać jej bez problemu. Pierwszy raz kierowca na hamulec musiał gwałtownie nadepnąć, kiedy tuż przed maską karetki jadącej na sygnale, a więc słyszanej z daleka, na pasach dla pieszych przebiegła pani z rowerem. Później jeszcze trzykrotnie trzeba było gwałtownie zwalniać - dwa razy wyjeżdżające z dróg bocznych samochody zajechały drogę karetce, a raz, gdy kierowca jadący przed karetką gwałtownie zahamował.
- Przecież tak będzie zawsze, a co gorsza, problem będzie coraz większy, bo samochodów na drogach jest coraz więcej. W godzinach szczytu jazda karetką to tragedia - mówi Jerzy Putowski, który od 1975 roku wozi pacjentów. Jego kolega po fachu, Andrzej Badura, w pogotowiu pracuje od 1988 roku. Od niedawna jest ratownikiem medycznym. Mówi wprost: By rozgarniać samochody, które nie ustępują drogi karetce, trzeba by zamontować do niej pług. Takie rozwiązanie, choć oczywiście niemożliwe, rozwiązałoby problem tylko połowicznie. Jak podkreślają ratownicy, są też kierowcy, którzy chcąc uniknąć stania w korku, ruszają tuż za nimi. Jazda na "doczepkę" jest jeszcze bardziej niebezpieczna. Co, kiedy karetka gwałtownie zahamuje - a jak pokazują przykłady - jest to dość częste i uderzą w tył auta?
Czytaj więcej: dziennikzachodni.pl
