Szpitalne oddziały ratunkowe w Polsce są za bardzo rozproszone. Powinny być też bardziej uniwersalne. Jednocześnie jednak Polska posiada doświadczenie w skali europejskiej jeżeli chodzi o czas funkcjonowania tych oddziałów na terenie kraju.
Polska jako jedna z pierwszych krajów europejskich zdecydowała się na otwarcie specjalizacji z zakresu medycyny ratunkowej. Przyjęła w pewnym momencie model belgijski organizacji SORów. Stąd oddziały charakteryzują się dużym rozproszeniem i wszechstronnością. Jednocześnie duże obciążenie na oddziałach jest odnotowywane na łóżkach obserwacyjnych, podczas gdy na SOR składa się także część zabiegowa, czy resuscytacyjna. Wyniki audytów przeprowadzanych w polskich SORach potwierdzają, że specjalistyczny sprzęt często pozostaje niewykorzystany, podczas gdy jednocześnie nie można go użyć na innym oddziale ze wzgledu na wymogi płatnika. Kontrole sprowadzają się do policzenia ile respiratorów jest dostępnych na danym oddziale SOR, ile jest metrów kwadratowych danej powierzchni a w ogóle nie ma mowy o funkcjonalności oddziału. Obecnie dyskutowane w Europie modele SOR zakładają dużą elastyczność działania i współpracy poszczególnych obszarów SOR takich jak resuscytacji i trauma room oraz obszarów konsultacyjnych i zabiegowych. Każdy SOR jest inny. W małym szpitalu powiatowym inne będą jego potrzeby sprzętowe oraz kadrowe niż w dużym szpitalu wojewódzkim.
Sposób finansowania oddziałów także budzi wątpliwości i nie jest adekwatny do faktycznych potrzeb. W innych krajach środki są przekazywane za każda procedurę wykonaną na oddziale, w Polsce obowiązują stawki ryczałtowe. To powoduje, że zabiegi wykonuje się na oddziałach specjalistycznych, aby umożliwić rozliczanie danej procedury i odciążyć SOR, któremu przypisana zostaje jedynie droga diagnostyka. I te oddziały w dużych szpitalach są nieopłacalne.
Źródło: medicalnet.pl
