15 tys. osób podpisało się przeciwko likwidacji dyspozytorni pogotowia ratunkowego w Lublińcu. Nie chcą korzystać z tej w Częstochowie, która po reformie ma obsługiwać kilka powiatów. Wśród przedstawianych argumentów najwięcej emocji wzbudził... językowy.
„Co powie pani dyspozytorka pogotowia w Częstochowie, gdy usłyszy: » Paniczko, pieróńsko mie żgo we basie, a morzi mie! Możno skwóli tego, iże'ch'sie szlukła kiszki, a dyć bóła staro, aże zgerówano «. Czy rozpozna objawy zatrucia starym kefirem?” - zapytał na Facebooku śląski poseł Marek Plura (PO).
Zdarzenie medyczne w gwarze śląskiej
To samo - choć mniej ekspresyjnie - sformułował zarząd powiatu lublinieckiego w oficjalnym stanowisku, które w środę dostał wojewoda: "Zmiana dyspozytorni i przeniesienie jej do Częstochowy jest istotna dla mieszkańców Ziemi Lublinieckiej również z powodów kulturowych i językowych. Tam, gdzie wchodzi w rachubę wartość ludzkiego życia, nie ma miejsca na żadne błędy ani pomyłki. Cała populacja osób starszych posługuje się gwarą śląską i nawet przy najbardziej szczerych chęciach, zgłaszając u dyspozytora zdarzenie medyczne większość z nich nie jest w stanie mówić innym językiem niż językiem gwary. Częstochowski dyspozytor rozumie gwarę śląską w takim samym mniej więcej stopniu, jak osoby tu zamieszkujące rozumieją język kaszubski".
Więcej: czestochowa.gazeta.pl
