Wojewoda postanowił interweniować i wprowadzić porządek. Wydał specjalne zalecenia, których celem ma być poprawa jakości współpracy między zespołami ratownictwa medycznego, a personelem izb przyjęć i szpitalnych oddziałów ratunkowych.
- To prawda, że dochodzi do konfliktów, gdy personel ratowniczy przywozi do szpitali poszkodowanych z urazami po wypadkach - przyznaje Marcin Zydorowicz, wojewoda zachodniopomorski. - Służby ratunkowe i obsługa szpitala zapominają o najwyższym dobru, dobru pacjenta. Dlatego wysłałem stosowne zalecenia do wszystkich dyrektorów szpitali, zespołów opieki zdrowotnej i służb ratunkowych na terenie województwa.
Zalecenia dotyczą osób które odniosły ciężkie obrażenia ciała. Odpowiedzialność za skierowanie ich w odpowiednie miejsce ponosić będzie koordynator akcji ratowniczej.
- W przypadku odmowy przyjęcia pacjenta w stanie nagłego zagrożenia zdrowotnego przez izbę przyjęć lub SOR, lekarz dyżurny jest zobowiązany do pełnego opisu przyczyn odmowy oraz poinformowaniu o sytuacji spornej Wydział Bezpieczeństwa i Zarządzania Kryzysowego mojego urzędu - dodaje wojewoda Zydorowicz.
Odmowa przyjęcia będzie zawsze wyjaśniana.
To kolejna próba normalizowania stosunków w służbie zdrowia, które - jak pokazują liczne tragiczne wypadki - stoją na głowie i w wielu jednostkach panuje swoiste sobiepaństwo. Po ostatniej kontroli NFZ w placówkach opieki świątecznej i nocnej okazało się, że wiele z nich nawet nie wywiązuje się z obowiązków, do których są zobligowane zawartymi umowami, a co istotne, za które dostają po kilkaset tysięcy z NFZ.
Co ważne z punktu widzenia przeciętnego człowieka, z którego pieniędzy utrzymywane są te placówki, jak również sam NFZ, ten ostatni utajnił nazwy placówek, w których stwierdzono nieprawidłowości.
Źródło: gs24.pl

Komentarze
w Kwestii odmowy,- co wyjaśniać?, bo nie rozumiem, ustawa o PRM mówi jasno,stawiać zarzuty i karać!!!!, rozwiązywać kontrakty, a nie trzymać pod kloszem a pozostały personel nielekarski straszyć zwolnieniem z pracy, cały czas mówimy o ratowaniu ludzkiego życia, a nie dłubaniu w nosie!!!
Odległość nie ma żadnego znaczenia co do podjęcia decyzji o transporcie do szpitala docelowego, czyli na tzw. "program", jak to ładnie nazywasz. Liczy się tylko to co tu i teraz, a więc pacjent, który wymaga wdrożenia specjalistyczny ch procedur, a nie gdybanie o tym, czy przez czas Waszej nieobecności w rejonie coś się wydarzy. Niedawno opublikowano artykuł, z którego wynika, że tylko 3% pacjentów po udarze trafia w odpowiednim czasie na "program". Chyba warto zadbać o poprawienie tych statystyk.
A gdzie Ty wozisz przypadki neurologiczne nie będące świeżym udarem?