Dziewięcioletnia dziewczynka w czasie zabawy odcięła sobie część serdecznego palca prawej ręki. Ekipa pogotowia nie zabrała dziecka do szpitala, a odciętą część kazała matce wyrzucić.
W piątek po południu 9-letnia Dominika z Łęczycy bawiła się z dziećmi. Nagle jej mama usłyszała przeraźliwy krzyk córki. Okazało się, że dziewczynka w trakcie zabawy przycięła sobie drzwiami prawą dłoń. - Natychmiast wezwałam karetkę. Byłam przekonana, że nas zabiorą do szpitala - mówi pani Marta, mama dziewczynki.
Tak się nie stało. - Lekarz krzyczał na mnie, że opatrunek to w domu może założyć - mówi mama Dominiki.
- Kiedy zapytałam lekarza, co zrobić z odciętą częścią palca, nawet nie spoglądając na nią kazał wyrzucić.
Lekarz zlekceważył nas, bo jesteśmy mieszkańcami tzw. baraków - mówi rozżalona Marta Grzelak. - Dziecko wyło z bólu, a dostało jedynie czopek przeciwbólowy i zalecenie, aby moczyć palec w rivanolu. Bałam się, że wda się zakażenie.
Matce powiedziano, żeby poszła z córką do chirurga w poniedziałek. Pani Marta jest zbulwersowana. Była przekonana, że ktoś musi pomóc jej córce. Wezwała taksówkę i pojechały do szpitala w Łęczycy.
Niestety, okazało się, że na chirurga muszą poczekać. Czekały blisko dwie godziny, bo lekarz akurat operował. Gdy tylko zobaczył palec dziecka, zadecydował o natychmiastowym transporcie dziewczynki do szpitala im. Marii Konopnickiej w Łodzi.
Było już po godz. 20, gdy Dominika trafiła na szpitalny oddział ratunkowy w Łodzi. Tam lekarze bezzwłocznie zajęli się palcem dziewczynki. Mimo iż lekarz z Falcka twierdził, że palec nadaje się do wyrzucenia, medycy z Łodzi przyszyli dziewczynce odcięty opuszek. Czy na uratowanie całego palca nie było za późno, okaże się za kilka miesięcy.
Dominika przeszła już jedną operację - przyszycia opuszka serdecznego palca, za miesiąc czeka ją kolejna. Czy palec wróci do pełnej sprawności, będzie wiadomo dopiero po zagojeniu się ran. Dziewczynka ma opuścić szpital w środę, jednak przez miesiąc trzy razy w tygodniu będzie musiała przyjeżdżać do Łodzi na zmianę opatrunku.
Pani Marta w sobotę złożyła doniesienie o możliwości popełnienia przestępstwa przez lekarza z zespołu ratownictwa medycznego Falck. - Zgłosiłam sprawę na policję, będę walczyć o to, aby lekarz zapłacił za postępowanie, które przyczyniło się do utraty zdrowia mojej córki.
Więcej: dzienniklodzki.pl
