Zarzut nieudzielenia pomocy w sytuacji zagrożenia życia i zdrowia postawiła lekarzowi Pogotowia Ratunkowego w Świdnicy prokuratura. W kwietniu medyk nie chciał skierować pacjenta do szpitala i wysłał go do lekarza pierwszego kontaktu. 50-letni mężczyzna zmarł kilkadziesiąt minut później w szpitalu, do którego zawiozła go zdesperowana żona i sąsiad.
Do tragedii doszło 17 kwietnia. Pogotowie wezwano do mieszkania ciężko chorego mężczyzny. – Chorował od dawna, miał wiele różnych dolegliwości – mówi Marek Rusin, prokurator rejonowy w Świdnicy. Feralnego dnia czuł się wyjątkowo źle. Miał zawroty głowy, mdlał. Wydawało się, że wizyta lekarza będzie tylko formalnością i karetka niezwłocznie przewiezie go do szpitala. Nic z tego! Przybyły medyk uznał wezwanie za nieuzasadnione i doradził, by pacjenta obejrzał lekarz rodzinny. Po odjeździe ambulansu stan chorego dalej się pogarszał. Żona poprosiła o pomoc sąsiada. Ten zawiózł małżeństwo do szpitala. Niestety, lekarze nie potrafili mu już pomóc. Mimo reanimacji pacjent zmarł....
Na wniosek żony sprawą zajęła się Prokuratura Rejonowa. – Zabezpieczona została dokumentacja medyczna, a obecnie czekamy na opinię Zakładu Medycyny Sadowej – mówi Marek Rusin, prokurator rejonowy. – Chcemy ustalić czy istniał związek przyczynowo-skutkowy między nieudzieleniem pomocy, a śmiercią pacjenta – dodaje.
Jeśli biegli uznają, że taki związek istniał, medykowi może grozić nawet do pięciu lat pozbawienia wolności. Obecny zarzut - nieudzielenia pomocy w sytuacji zagrożenia życia i zdrowia zagrożony jest karą do trzech lat więzienia.
Lekarz nie przyznaje się do winy.
Źródło: tygodnik.walbrzyski.pl
