Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna
 

Jest zawsze w gotowości, a gdy dostaje zgłoszenie, ma przeważnie zaledwie trzy minuty na start. To załoga Lotniczego Pogotowia Ratunkowego, działającego w Płocku od ponad czterech lat - pisze "Gazeta.pl Płock".

- Zanim zaczęliśmy działać, pojawiały się różne głosy, niekoniecznie przychylne. Na przykład, że to kolejne zbytecznie wydane pieniądze. Teraz nie ma chyba wątpliwości, że nasza praca jest tu potrzebna - mówi ratownik medyczny Mariusz Fabirkiewicz.

Dyżury w płockiej bazie Lotniczego Pogotowia Ratunkowego pełni trzyosobowa załoga. Na akcje ratunkowe wylatują w składzie: pilot, ratownik medyczny i lekarz. - W bazie pracuje pięciu lekarzy, czterech pilotów i trzech ratowników medycznych. Zmieniamy się w zależności od grafiku - informuje Fabirkiewicz.
Ekipa LPR ma siedzibę w południowej części lotniska. - Ratownik najpierw przyjmuje wezwanie. Później sprawdza, jaką odległość mamy do przebycia, bo czasem trzeba dolać paliwa lub sprawdzić pogodę na dalszym obszarze - tłumaczy pilot Arkadiusz Choiński. - Często startuję, nie wiedząc, gdzie lecimy: do wypadku czy do chorego w domu. Żeby nie tracić czasu, dopiero w powietrzu o tym rozmawiamy.

Przygotowania do startu za dnia trwają maksymalnie trzy minuty - jeśli do zdarzenia doszło w promieniu 60 km. W przypadku większych odległości może to być sześć minut (przy odległości 60-130 km) i do 20 minut - powyżej 130 km.

Jak mówią ratownicy, obecnie mają mniej zgłoszeń w porównaniu z wcześniejszymi latami. Kiedyś były średnio trzy dziennie, teraz przeważnie jedno, dwa. Najwięcej wezwań jest do zawałów i wypadków. Śmigłowiec pojawia się tam, gdzie niezwłocznie trzeba udzielić pomocy osobom w ciężkim stanie.

- Słyszałem opinie, że śmigłowiec leci tylko wtedy, gdy trzeba pomóc komuś ważnemu, na stanowisku, ale to nieprawda. Cały czas pomagamy przede wszystkim zwykłym ludziom. W mieście może tego nie widać, bo tam lepiej sprawdza się karetka. My często wylatujemy do pobliskich miejscowości, na wsie, gdzie docieramy pierwsi - zapewnia Choiński.

Po zbadaniu pacjenta lekarz decyduje, do którego szpitala chory zostanie przewieziony - musi być to najbliższa placówka, która ma odpowiednich pracowników i sprzęt potrzebny do udzielenia pomocy w konkretnym przypadku. Czasem trzeba lecieć do Warszawy czy Łodzi. Podczas każdej akcji ratownicy utrzymują radiowy kontakt z pogotowiem.

Więcej: plock.gazeta.pl

Don't have an account yet? Register Now!

Sign in to your account