Pogotowie boi się, że gdy ruszy budowa trasy W-Z, karetki utkną w korkach. Szef stacji zapowiada, że do chorych może wysłać ratowników na motocyklach informuje Gazeta.pl Łódź.
Za kilka tygodni rozpocznie się budowa trasy W-Z. Wiadomo, że inwestycja postawi na głowie transport w mieście. Wygląda na to, że w potężnych korkach utkną także karetki.
- Już dziś w nich stoimy - mówi Bogusław Tyka, dyrektor Wojewódzkiej Stacji Ratownictwa Medycznego w Łodzi. - Po wakacjach zaczął się komunikacyjny dramat. Strach pomyśleć, że może być jeszcze gorzej.
Pogotowie nie może sobie pozwolić na bezczynne stanie w korkach. Ustawa o ratownictwie medycznym mówi, że karetka na miejsce wezwania powinna dotrzeć w osiem minut.
- Dlatego zdecydowaliśmy, że ambulanse będą stacjonować po dwóch stronach placu budowy trasy W-Z - mówi Tyka. - Część jak dotychczas będzie dyżurować w stacji przy ul. Sienkiewicza. Ale kilka przeniesiemy do jednostek strażackich przy ul. Legionów i Tamka.
To powinno skrócić drogę, ale nie gwarantuje uniknięcia korków. Dlatego dyrektor pogotowia zapowiada wysyłanie do pacjentów ratowników na... motocyklu.
Motocyklowych karetek nie wymyślił dyrektor Tyka. To patent Marka Myszkowskiego, szefa pogotowia w Olsztynie. - Honda transalp dyżuruje u nas już od trzech lat - mówi Myszkowski. - Pracuje w dni powszednie od godz. 7 do 19. Jeździ przynajmniej kilka razy dziennie. Motocykl wysyłamy do wszystkich wypadków i leżących pacjentów. To rozwiązanie gwarantuje, że pomoc szybciej dotrze do poszkodowanych. I pozwala na oszczędności. Bo jeśli okaże się, że leżący człowiek jest pijany, nie trzeba wysyłać karetki.
Czytaj więcej: lodz.gazeta.pl
