Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna
 

Zaangażowanie, odwaga, poświęcenie, waleczność oraz chęć niesienia pomocy, to cechy, które wyróżniają ludzi, od których zależy zdrowie, a nawet życie witkowian. Serwis slupca.pl przedstawia historię ratowników medycznych, dzięki którym wielu z nas dostało drugą szansę od losu.

– Ośmiomiesięczne dziecko gryzło kość, którą dała mu mama, bo wychodziły mu ząbki. Odłamała się końcówka chrząstki. Kiedy dojechaliśmy na miejsce, dziecko było już sine i nie oddychało – opowiada ratownik.
Ratownicy medyczni, których odwiedziliśmy we wtorkowy poranek to Arleta Kujawa i Kamil Banaszak. Na co dzień miejscem ich pracy jest również Witkowo, a dokładnie kompleks w budynku Urzędu Gminy i Miasta przy ulicy Gnieźnieńskiej, gdzie stacjonują. Z ratownictwem medycznym związani są kolejno 6 lat i 2,5 roku. O swoim zawodzie mówią z niezwykłą pasją, która wypełnia ich życie.

- Jest to zamiłowanie do niesienia pomocy. Nie traktujemy tego jako sposób na życie. Jest to coś więcej niż zawód. Lubimy pomagać innym ludziom – mówi Arleta.
Prace ratowników poprzedzone zostały studiami, które przygotowały ich do wypełniania życiowej misji. Zdobyta tam wiedza pozwala im teraz na wykorzystanie jej w praktyce.
- Nasze studia wyglądają tak samo jak lekarskie. Jest ten sam dział tematyczny i taka sama liczba godzin, ale po ich ukończeniu mamy mniejsze kwalifikacje niż lekarze – opowiada Kamil.

Arleta i Kamil to nie jedyni ratownicy, którzy stacjonują w Witkowie. To, gdzie będę dyżurować w danym dniu, określa miesięczny grafik. W skład 12-godzinnego dyżuru wchodzą dwie osoby. Dzień ich pracy zaczyna się od odebrania karetki oraz jej wyposażenia od ratowników, którzy kończą zmianę. Sprawozdania z ich dyżurów umieszczane są w księdze raportów. Sprawdzany jest także stan techniczny karetki, znajdującego się w niej sprzętu, ilość leków oraz innego wyposażenia.
Przychodząc do pracy nie wiedzą z jakim zadaniem przyjdzie im się dzisiaj zmierzyć. Często bywa tak, że ilość zgłoszeń jest tak duża, że praktycznie nie wychodzą z karetki. Zdarza się również, że podczas dyżuru nie mają żadnych wyjazdów.
- Dla nas ratowników najlepiej jest wtedy, kiedy jest mało zgłoszeń. Oznacza to, że ludzie mniej chorują i nie dzieje się im krzywda – dodaje Kamil.

Źródło: slupca.pl

Twoja reakcja na artykuł?

Aby dodać komentarz, zaloguj się!

 

Don't have an account yet? Register Now!

Sign in to your account