Jak informuje wyborcza.pl w Polsce w systemie ratownictwa medycznego bez ustalonych zasad postępowania etycznego wobec pacjentów pracowało około 15 tys. osób. Wreszcie się to zmieniło - krakowscy ratownicy napisali pierwszy w historii kodeks etyki.
W przeciwieństwie do lekarzy i pielęgniarek, którzy od dawna mieli spisane zasady postępowania zawodowego, ratownicy działali w próżni. Nawet jeśli ze strony etyków i części lekarzy słychać było narzekania, że kodeks lekarski to kraina frazesów i "mowa trawa" (jak pisał prof. Jan Hartman), to lepiej było mieć taki niż żadnego.
Kodeks ratowników jest konkretny. - Chcieliśmy wszystko zapisać w prostej formie. Chcieliśmy mieć ustalone zasady i sposób postępowania. Opisać etos naszej pracy - wyjaśnia Andrzej Kopta, wiceprezes Społecznego Komitetu Ratownictwa Medycznego. Kodeks konsultowali prawnicy, etycy, lekarze, ludzie Kościoła. Obowiązuje od niecałych dwóch tygodni.
Nie wolno stosować eutanazji
Oprócz ogólnych zasad (np.: wykonując ten zawód, trzeba przestrzegać praw człowieka i pacjenta oraz pomagać każdemu, kto tego potrzebuje) ratownicy w sposób jednoznaczny zapisali m.in., że "ratownikowi medycznemu nie wolno stosować eutanazji ani pomagać nikomu w popełnieniu samobójstwa". Takie brzmienie tego artykułu to odpowiedź na problemy zawodowe środowiska, bo karetki pogotowia przecież często wzywane są do chorych w stanach terminalnych. - Kiedyś mieliśmy wezwanie do pacjenta, który miał duszności. Na miejscu okazało się, że to chory onkologiczny, on sam i jego rodzina byli poinformowani o stanie zdrowia i przygotowani na rozstanie. Mimo to wezwali nas. Kiedy się staje w obliczu takiej sytuacji, dobrze mieć w głowie jasny zapis, co robić - opowiada jeden z pracowników krakowskiego pogotowia ratunkowego.
Zasady postępowania jeszcze dobitniej formułuje art. 13 kodeksu: "Ratownik medyczny nie może uczestniczyć w akcie pozbawiania życia, asystować w torturowaniu lub stosowaniu innych form poniżającego traktowania człowieka. Nie może też wykorzystywać swej wiedzy i umiejętności dla ułatwienia stosowania jakichkolwiek form okrutnego postępowania".
Nie wolno żądać zapłaty od pacjentów
Ratownicy medyczni zawsze uczestniczą w udzielaniu pomocy poszkodowanym w zdarzeniach masowych, czyli wypadkach i katastrofach. Jak mają się zachowywać w takich sytuacjach, też sobie jasno określili: o priorytecie wykonywania medycznych czynności ratunkowych decyduje wyłącznie stan zdrowia poszkodowanych osób.
Kilka wersów niżej kolejny jasny przekaz: nie wolno żądać zapłaty od pacjentów ani uzależniać pracy od pieniędzy.
Ratownicy - podobnie jak pielęgniarki - uznali, że jeśli popełnią w swej pracy błąd albo zauważą go u innych, to powinni od razu poinformować o tym pacjenta i podjąć działania mające zapobiec jego następstwom. Korporacja lekarska sposób postępowania w takiej sytuacji opisała inaczej: jeśli lekarz zauważy błąd, to przede wszystkim ma poinformować o nim kolegę lekarza, ewentualnie lekarski samorząd zawodowy. O pacjencie nie ma ani słowa, m.in. dlatego etycy krytykują te zapisy, uważają, że bronią głównie korporacyjnych interesów środowiska, a gorzej traktują prawa chorych.
Wskazówki, jak postępować
- Uważamy, że zapisy naszego kodeksu w zrównoważony sposób szanują prawa pacjentów i członków naszej grupy zawodowej - podsumowuje Andrzej Kopta.
- W stosunku do lekarskiego kodeksu etycznego ten przygotowany przez ratowników jest krótszy, zasady postępowania opisuje w syntetyczny sposób: są one krótkie, dają wskazówki, jak postępować. Moim zdaniem wymaga on jednak poprawek - ocenia Stefan Bednarz, przewodniczący komisji etyki lekarskiej, Naczelnej Izby Lekarskiej, a zarazem jeden z tych, którzy merytorycznie wspierali pracę ratowników.
Źródło: wyborcza.pl
