Śląska policja przeprowadziła w niedzielę z udziałem zatrzymywanych kierowców symulację akcji ratunkowej po wypadku drogowym - informuje portal katowice.gazeta.pl. - Wszystkie osoby, które prosiliśmy o pomoc, były spanikowane lub sparaliżowane strachem - mówi podinspektor Włodzimierz Mogiła.
Nietypowy happening przeprowadzono w Tychach przy trasie łączącej Oświęcim z Mikołowem. Na przydrożnym parkingu w pobliżu cmentarza ustawiono dwa wraki, do których weszli pozoranci udający rannych. W jednym wozie leżał mężczyzna z rozbitą głową, a w drugim kobieta w ciąży, a na tylnej kanapie siedziało dziecko wpięte do fotelika. Policjanci i strażacy zatrzymywali przejeżdżające auta i prosili ich kierowców o pomoc w akcji ratunkowej.
- Wszyscy byli spanikowani lub sparaliżowani strachem - mówi podinspektor Włodzimierz Mogiła, rzecznik prasowy śląskiej drogówki.
Jeden z kierowców przez chwilę stał przy rozbitym wrakach i co chwilę się pytał, co ma robić. Po akcji przyznał, że nie chciałby, aby ktoś w przyszłości w podobny sposób jemu udzielał pomocy. Z kolei jedna z kobiet, kiedy poproszono ją, aby wezwała pogotowie, zaczęła krzyczeć, iż nie ma komórki. - Nie potrafiła wykrzesać z siebie żadnej inicjatywy - mówi jeden z funkcjonariuszy.
Na koniec symulacji strażacy i pracownicy pogotowia zrobili profesjonalny pokaz akcji ratunkowej.
Happening zorganizowano w ramach przypadającego na niedzielę Światowego Dnia Pamięci Ofiar Wypadków Drogowych. W zeszłym roku na drogach naszego regionu zginęło 336 osób, z czego 127 pieszych. - Po tym, co widzieliśmy w niedzielę, nie mamy wątpliwości, że takie akcje trzeba powtarzać - mówi Mogiła.
Więcej, zdjęcia: katowice.gazeta.pl
