W środę wieczorem żona pana Mirosława wróciła ze sklepu i zastała męża nieprzytomnego na tapczanie.
Przestraszona zaalarmowała sąsiadkę.
– Pan Mirek był zdrowym, silnym mężczyzną, kilka godzin wcześniej wrócił z pracy. Gdy przybiegła jego żona, natychmiast zadzwoniłam po pogotowie – relacjonuje sąsiadka. – Usłyszałam jednak, że karetka jest w Ustce i będzie za 15-20 minut. Po 10 minutach przestraszona, że nic się nie dzieje, zadzwoniłam znowu pod numer 112 i po połączeniu z dyspozytorską znowu usłyszałam, że karetka jest w Ustce i mamy czekać. Zdenerwowałam się, krzyczałam, że człowiek umiera, wtedy do rozmowy włączył się strażak, który wcześniej przełączył mnie nie na pogotowie. On zaczął udzielać informacji, jak przeprowadzić masaż serca i dodał, że już jedzie do nas wóz strażacki z ratownikami.
Więcej: gp24.pl

Komentarze
Też się zastanawiam jak to możliwe...