"To ja tu jadę na łeb na szyję, że człowiek umiera, potrzebuje pomocy, a to zwykły pijak" – tak słowa kierowcy karetki relacjonuje nasza Czytelniczka. Po naszej interwencji pogotowie zapowiedziało, że wyjaśni sprawę - relacjonuje dziennikwschodni.pl
– Jeśli to się potwierdzi, to jestem zbulwersowany zachowaniem pracownika. Nie jesteśmy od oceniania, tylko od udzielania pomocy – stwierdza ostro Zdzisław Kulesza, dyrektor Wojewódzkiego Pogotowia Ratunkowego w Lublinie.
Chodzi o przypadek mężczyzny, którego nasza Czytelniczka zobaczyła w środę ok. godz. 15. Leżał na ławce w okolicach sklepów przy ul. Tumidajskiego w Lublinie. Kobieta zauważyła, że mężczyzna ma worek stomijny (torebkę foliową przymocowaną do brzucha w celu odprowadzania fekaliów – red.). – Z tego wynika, że to była osoba chora. Nie wyczułam od niego woni alkoholu – relacjonuje.
Kobieta zadzwoniła na numer alarmowy 112 i wezwała pogotowie. Podeszła też do mężczyzny i zapytała, czy potrzebuje pomocy. – On otwierał oczy, ale nie reagował. Jego zachowanie pasowało mi do stanu hipoglikemii, ale nie jestem tego pewna – opisuje nasza Czytelniczka i dodaje, iż na podstawie własnych doświadczeń czuła, że sprawa jest naprawdę poważna.
Szyderczy uśmiech
– Gdy karetka podjechała, wysiadł kierowca, który jeszcze nie podszedł do człowieka i powiedział do mnie: "To ja tu jadę na łeb na szyję, że człowiek umiera, potrzebuje pomocy, a to zwykły pijak”. Powiedziałam mu, żeby nie wydawał osądów, bo nie wie, co się dzieje, co się stało z tym człowiekiem.
Czytaj więcej: dziennikwschodni.pl
