Tragicznie zakończyła się historia, o której informowała "Gazeta Lubuska". Chodziło o mężczyznę, który stracił przytomność przy jednej z kostrzyńskich firm.
- Zadzwoniliśmy po pogotowie i staraliśmy się mu pomóc. Ale karetka nie przyjeżdżała. Pomoc dotarła dopiero po 36 minutach. To zdecydowanie za długo, ten człowiek miał wylew - mówi Czytelnik.
Pogotowie musiało jechać z oddalonego o 18 km i położonego już w województwie zachodniopomorskim Dębna. Dlaczego? W Kostrzynie nie było jedynej stacjonującej tu karetki. W takich przypadkach do miasta jedzie załoga z Witnicy, ale w tym przypadku załoga też była na akcji.
- Zespół stacjonujący w Kostrzynie był w połowie drogi do Słońska, zespół stacjonujący w Witnicy otrzymał zlecenie z Witnicy. W obu przypadkach chodziło o małe dzieci - tłumaczy Marta Pióro, rzecznik grupy Nowy Szpital.
Kierowca ciężarówki spod Częstochowy trafił do szpitala w Gorzowie w krytycznym stanie. W środę Czytelnik powiadomił nas, że człowiek zmarł. Nasz rozmówca obwinia za to brak karetki w mieście. - Pomoc dotarła za późno. Tyle się o tym mówi, a nic się nie zmienia - bulwersuje się. Dodaje, że nie ma pretensji do dyspozytorów czy ratowników. - Oni robią co mogą.
Czytaj więcej: gazetalubuska.pl
