- Moja ciocia trafiła na koszaliński SOR. Skarżyła się na ogromny ból głowy. Spędziła tam wiele godzin. Nikt specjalnie się nią nie przejął. Dlaczego ludzie są tam traktowani przedmiotowo? - pyta Waldemar Strzelecki z Koszalina na łamach portalu Gk24.pl
85-letnia kobieta została przywieziona przez pogotowie do SOR w Koszalinie.
- Ciocia trafiła tam w południe - opowiada pan Waldemar. - Bardzo bolała ją głowa. Czekała tam aż cztery godziny na neurologa, by przyszedł i zajął się nią. Gdy w końcu przyszedł lekarz, to skierował ciocię na tomografię głowy. Po wszystkim ciocia musiała czekać kolejne cztery godziny na wyniki. Była tam sama, nie miał się kto za nią wstawić. Siedziała więc i czekała, aż w końcu od tego siedzenia na krześle w poczekalni rozbolały ją plecy. Gdy poprosiła kogoś z SOR o pomoc, to usłyszała, że ma sobie kupić tabletki.
Rozumiem, że lekarze i pracownicy SOR mają mnóstwo pracy, ale nie wolno traktować ludzi przedmiotowo - denerwuje się nasz Czytelnik. - Wiem też, że to nie pierwszy taki przypadek, gdy ludzie siedzą na SOR, czekają bez końca i chyba dopiero, jakby zaczęli umierać, to ktoś by się nad nimi ulitował. Ja szanuję lekarzy, ich wysiłek, ale nie rozumiem, dlaczego w koszalińskim SOR panuje taki bałagan. Wiele osób przyzwyczaiło się też do podejścia typu: tak musi być, ale czy naprawdę tak właśnie musi być? Może trzeba w końcu zacząć o tym głośno mówić? Może wtedy coś się zmieni? - komentuje Czytelnik.
Czytaj więcej: gs24.pl
