Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna
 

Kolejny sezon z zaledwie czterema karetkami w Kołobrzegu. Po sezonie będzie jeszcze mniej – trzy. Nie uratują, gdy nie dojadą na czas. Również z powodu bezmyślności, albo głupiego żartu.

Mieszkanka Kołobrzegu usłyszała niedawno orzeczenie sądu: 600 zł grzywny plus tysiąc zł nawiązki na rzecz Pogotowia Ratunkowego. Za co? Za wykroczenie. Wielokrotne, bezpodstawne wzywanie karetki. Do konkubenta, który zgodnie z opisem, jaki przedstawiała dyspozytorce, nie wykazywał czynności życiowych.

– W takiej sytuacji oczywiście wysyłamy specjalistyczną karetkę z zespołem, w którego skład wchodzi lekarz – mówi Mirosława Byczkiewicz, koordynator medyczny w kołobrzeskiej Scentralizowanej Dyspozytorni Medycznej, działającej w ramach Wojewódzkiej Stacji Pogotowia Ratunkowego w Szczecinie.
Kołobrzeska dyspozytornia obsługuje całą wschodnią część województwa. – Gnaliśmy przez miasto po to, by zastać towarzystwo podczas imprezy – mówi ratownik medyczny Mieczysław Golik. – Kobieta, od której czuliśmy alkohol, wskazała nam toaletę. Tam, na sedesie siedział jej konkubent, który najwyraźniej spał. Gdy go obudziliśmy, spojrzał na nas jak na zjawy i zaczął rugać kobietę. Podobnych, alarmistycznych wezwań w wykonaniu tej kobiety, wezwań, których nie możemy zignorować, było więcej.

- Dlatego sprawę zgłosiliśmy na policję – mówi Mirosława Byczkiewicz. – Nie mogliśmy zareagować inaczej, bo w czasie, gdy wzywano nas na próżno, dla kogoś innego, naprawdę walczącego o życie, mogło zabraknąć karetki.

Ta historia to nie wszystko. Nieuzasadnione wezwania pogotowia to jak się okazuje prawdziwa plaga. – Prowadzimy 9 podobnych spraw – mówi rzecznik kołobrzeskiej komendy policji Tomasz Kwaśnik. – Jedna z nich dotyczy dwóch młodych mężczyzn, którzy pod wpływem alkoholu, dzwonili na pogotowie informując, że właśnie zdecydowali się odebrać sobie życie przez powieszenie. Jak się okazało, w ich mniemaniu był to dobry żart.

- Takich fałszywych wezwań mamy średnio ok. 20 w miesiącu – mówi Mirosława Byczkiewicz. Ale jak słyszymy to nie wszystkie utrapienia dyspozytorów i gotowych do pomocy zespołów. Okazuje się, że linię 999 często blokują … dzieci. – Dlaczego? Bo mama, chcąc zyskać chwilę spokoju, dała dziecku telefon do zabawy – mówi Wanda Młynarczyk, dyspozytorka od ponad 10 lat. Inna rzecz, to ludzie dzwoniący "zaocznie” – widzą niepokojącą ich sytuację z daleka, np. z okna domu czy samochodu i zamiast zatrzymać się i sprawdzić, chwytają za słuchawkę telefonu.

– Po takim zgłoszeniu o człowieku leżącym na podwórku bez oznak życia, pojechaliśmy niedawno na ul. Wojska Polskiego – mówi Mieczysław Golik. – Okazało się, że zgłaszający zobaczył rzekomego chorego przez okno. "Chorym” okazał się cień rzucany przez kamień.

Czytaj więcej: gk24.pl

Don't have an account yet? Register Now!

Sign in to your account