Wojewódzka Stacja Ratownictwa Medycznego w Łodzi nagrodziła jednego ze swoich pracowników, który uratował życie trzem osobom.
Roman Barzyński - w pracy wołają na niego "Burza". Od 34 lat pracuje w pogotowiu. Jak sam mówi, brał udział już w wielu akcjach ratowniczych, ale po raz pierwszy ratował ludzi "po cywilnemu".
Niecały miesiąc temu, wracając z działki w Sokolnikach, zajechał do tartaku w Warszycach. - Wkładałem deski do samochodu, gdy usłyszałem pisk i huk zderzenia - relacjonuje. - Okazało się, że tico czołowo zderzyło się z kią.
W tico momentalnie pojawił się ogień, a pan Roman zaczął krzyczeć "gaśnicę!". Na pomoc pospieszyli mu mężczyźni, którzy kosili trawę przy drodze i kilku kierowców. Gdy wydawało się, że pożar jest już ugaszony, ogień buchnął na nowo. - Gaśnice samochodowe są malutkie - mówi pan Roman. - Wiedziałem, że niedługo się skończą. Kazałem używać ich rozważniej. W tym momencie nie chodziło już o ugaszenie pożaru, ale o utrzymanie go pod kontrolą.
W tico siedzieli 67-letni kierowca i jego zięć. Oboje przez cały czas byli przytomni. Przednia szyba oraz drzwi auta zostały poważnie uszkodzone, gdy pojazd trzy razy koziołkował na drodze, i nie można było ich wydostać.
Czytaj więcej: lodz.gazeta.pl
