Mike Tyson pokazał swoją drugą twarz. Nie bestii z ringu, a opanowanej osoby gotowej ratować życie ofierze wypadku. Znany z krewkiego charakteru były bokser pomógł motocykliście, w którego wjechała jedna z rozpędzonych taksówek Las Vegas, a następnie jak gdyby nigdy nic opuścił miejsce wypadku.
Do małego dramatu doszło w ubiegłym tygodniu, ale otoczenie poszkodowanego, 29-letniego Ryana Chesleya, nagłośniło całą sprawę dopiero teraz.
Otóż Ryan uległ wypadkowi na drodze międzystanowej w Las Vegas. Zanim na miejscu pojawiło się pogotowie ratunkowe, pierwszej pomocy rannemu udzielił emerytowany bokser.
Jak superbohater
Jak relacjonuje adwokat poszkodowanego, Tyson był najbardziej trzeźwo myślącą osobą, która w tym momencie znalazła się przy mocno poturbowanemu motocykliście (stwierdzono u niego liczne złamania, zerwane więzadło kolana). Miał przejąć kontrolę nad sytuacją i krzyknąć, żeby nikt nie zbliżał się do poszkodowanego. Poczekał na ratowników medycznych… i odszedł. - Po prostu się oddalił, jak jakiś superbohater - relacjonuje Stephen Stubbs.
Więcej informacji : sport.tvn24.pl
