Zapis w ministerialnym rozporządzeniu dotyczącym SOR, precyzujący że "minimalne zasoby kadrowe stanowią lekarze w liczbie niezbędnej do zabezpieczenia prawidłowego funkcjonowania oddziału, w tym co najmniej jeden lekarz systemu przebywający na stałe w oddziale" utrudnia zapewnienie dostatecznej liczby lekarzy w zespołach urazowych - uważa dr Czarosław Kijonka, ordynator SOR Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego nr 5 im. św. Barbary w Sosnowcu - Centrum Urazowego.
Sercem działania zespołu urazowego jest kadra szpitalnego oddziału ratunkowego, gdzie na stałe, w systemie 24-godzinnym pracuje grupa specjalistów w dziedzinie medycyny ratunkowej, anestezjologii i intensywnej terapii, chirurgii ogólnej oraz ortopedii. Zadaniem tej grupy specjalistów, oprócz udzielania bieżących świadczeń zdrowotnych pacjentom SOR, jest niezwłoczne przejęcie poszkodowanego od zespołu ratownictwa medycznego naziemnego lub lotniczego i kontynuacja działań ratunkowo-operacyjnych. W utrzymaniu powyższego scenariusza kadrowego w SOR, wydawałoby się aktualnie najlepszego, nie pomagają nam przepisy prawa ani płatnik. Otóż, w rozporządzeniu Ministra Zdrowia w sprawie szpitalnego oddziału ratunkowego widnieje bardzo nieszczęśliwy zapis, precyzujący że „minimalne zasoby kadrowe stanowią lekarze w liczbie niezbędnej do zabezpieczenia prawidłowego funkcjonowania oddziału, w tym co najmniej jeden lekarz systemu przebywający na stałe w oddziale”.
Więcej informacji: rynekzdrowia.pl
