Jak poinformował portal gazeta-olawa.pl, trzy wozy strażackie, śmigłowiec ratowniczy i karetka pogotowia z całym zespołem ratowniczo-medycznym - takich sił i środków użyto w poniedziałkowy wieczór 6 października, by udzielić pomocy oławiance w średnim wieku. Będąc pod wpływem alkoholu, spadła ze schodów. - Mam was wszystkich w d...! - tak "podziękowała" poszkodowana kobieta udzielającym jej pomocy lekarzom. Po opatrzeniu w oławskim Szpitalnym Oddziale Ratunkowym, poszła sobie do domu
Oława Ile to kosztowało?
- Do nas zgłoszenie o zdarzeniu dotarło o godzinie 17.53 - mówi kapitan Łukasz Słoma z Komendy Powiatowej Państwowej Straży Pożarnej w Oławie. - Dyspozytor pogotowia ratunkowego z Wrocławia poprosił nas o pomoc w zabezpieczeniu miejsca lądowania śmigłowca medycznego, bo właśnie taki zespół ratowniczy został zadysponowany do akcji. U nas, w komendzie, odbywało się wtedy szkolenie strażaków-ochotników. Dwóch z nich ruszyło do akcji wraz z siedmioma naszymi strażakami. Na ulicę Rybacką, gdzie na placu obok boiska "Orlik", miał lądować helikopter, pojechali dwoma wozami z naszej Jednostki Ratowniczo-Gaśniczej oraz jednym z OSP.
Gdy strażacy dotarli na miejsce, okazało się, że helikopter już wylądował. Lekarz pogotowia lotniczego poprosił ich jednak o wsparcie przy udzielaniu pomocy poszkodowanej kobiecie. - Mieliśmy przede wszystkim pomóc przenieść ją do śmigłowca - wyjaśnia kapitan Słoma.
Tymczasem po kilku minutach, pod blok na osiedlu Chrobrego, za marketem "Kwadraciak", gdzie na klatce schodowej znaleziono poturbowaną kobietę, podjechała karetka pogotowia. Po krótkiej konsultacji między zespołami ratowniczymi ustalono, że dalszą akcję poprowadzi ekipa z karetki, bo obrażenia kobiety nie wyglądały na poważne. Po kilku minutach karetka odwiozła ją do Szpitalnego Oddziału Ratunkowego przy oławskim SP ZOZ, a helikopter, otoczony tłumem gapiów, rozpędzanych przez strażaków, odleciał w stronę Wrocławia, bo wezwano go tam do innego zdarzenia.
- Przywieziona do nas w poniedziałkowy wieczór kobieta w średnim wieku była pod wpływem alkoholu - mówi dr Marek Bratkowski, szef oławskiego SOR. - Z wywiadu wynikało, że potknęła się i upadła na schodach. Obrażenia, jakich doznała, okazały się tylko powierzchowne. Po opatrzeniu w SOR poszła więc sobie do domu, żegnając nas mało cenzuralnym epitetem! Moim zdaniem, do udzielenia jej pomocy użyto totalnie nieadekwatnych środków...
- Zadysponowano helikopter medyczny, bo akurat w tym czasie nie było wolnej karetki, a ze zgłoszenia wynikało, iż istnieje zagrożenie życia osoby poszkodowanej - tłumaczy postępowanie służb ratunkowych dr Grażyna Paszkiet, rzecznik prasowy wrocławskiego Pogotowia Ratunkowego. - Takie są po prostu procedury. A zwykła karetka dotarła także na miejsce, bo akurat się zwolniła i była w pobliżu.
Krzysztof A. Trybulski Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.
List od ratownika medycznego
Zastanów się, zanim zadzwonisz!
Do pracy w Pogotowiu Ratunkowym przyszedłem blisko 5 lat temu. Świeżo po studiach, z głową przepełnioną algorytmami, standardami postępowania, wiedzą wpajaną przez wykładowców o wyższej idei istnienia systemu Ratownictwa Medycznego. Co zrobić w przypadku zatrzymania krążenia, zawału serca, udaru mózgu, przy wypadku komunikacyjnym? Inaczej dla dzieci, inaczej dla dorosłych. Do tej pory, styczność z karetką pogotowia miałem raz. Wtedy jeszcze pogotowie jeździło dużymi fiatami i polonezami. Dzisiaj - nowoczesne mercedesy, po brzegi wypakowane sprzętem ratującym życie. Niestety, już na pierwszym dyżurze przyszło mi brutalnie zderzyć się z rzeczywistością...
Ból brzucha, gorączka, biegunka, wymioty, skręcona kostka, krwawienie z nosa... Przez 5 lat, codziennie to samo. Nie przewidziałem, że ustawowe zmiany w systemie ratownictwa nijak się mają do postpeerelowskich przyzwyczajeń społeczeństwa. Ktoś dostał miesiączki i boli brzuch - zamiast zażyć no-spę, wzywa pogotowie. Ktoś inny dostał gorączki - zamiast wziąć paracetamol i pójść do lekarza - wzywa pogotowie. W tym samym czasie, uczeń w szkole na wuefie skręcił kostkę, ktoś dzień wcześniej zjadł garnek bigosu i popił mlekiem, ktoś nie zażył swoich lekarstw z rana, ktoś dłubał w nosie i poleciała krew, ktoś kogoś uderzył, komuś skończyły się lekarstwa i potrzebuje recepty, ktoś dostał pokrzywki na kolanach od nowego proszku do prania, ktoś upił się i położył w rowie... Powodów wezwania karetki jest tyle, ilu mieszkańców naszego miasta.
Prawie roku buntowania się przeciwko bezpodstawnym wyjazdom, przestałem się irytować. Całej mentalności społeczeństwa nie da się zmienić. Każdy wychodzi z założenia, że skoro płaci składki na NFZ, to mu się NALEŻY! Masa pretensjonalnych pacjentów, egoistów, wygodnickich i kombinatorów: - Bo karetką nie trzeba czekać w kolejce; - Bo może mi zrobią badania; - Bo ja mam receptę i nie dojdę do apteki, to wykupcie mi leki - słyszane na co dzień argumenty, skutecznie demotywują do działania każdego ratownika.
Czytaj więcej: gazeta-olawa.pl
