Klaudia Kraus w dniu swoich urodzin zrobiła najcenniejszy prezent obcemu człowiekowi. Pochyliła się nad nieprzytomnym w parku i robiła masaż serca do przyjazdu karetki. W środę odbierała gratulacje - poinformował portal gp24.pl
To było akurat w dniu moich urodzin – mówi Klaudia. – Poszłam z koleżanką na spacer do parku przy ul. Małcużyńskiego. W pewnej chwili zobaczyłam, że jakiś mężczyzna leży na chodniku. Inni ludzie po prostu przechodzili obok. To był impuls, zadzwoniłam po karetkę i pochyliłam się nad nim. Był nieprzytomny, udrożniłam mu drogi oddechowe. Nagle przestał oddychać i zaczął sinieć. Przewróciłam go na plecy zaczęłam robić masaż serca aż do przyjazdu karetki pogotowia.
W pewnej chwili obok Klaudii zjawili się przejeżdżający nieopodal strażnicy miejscy. Strażniczka jeszcze raz wezwała karetkę i uklękła naprzeciwko Klaudii.
– Zapytała tylko, czy wiem, co robić. Powiedziałam, że tak – opowiada dziewczyna. I to ona prowadziła całą akcję reanimacyjną. – Technikę masażu serca poznałam na kursie pierwszej pomocy organizowanym przez Joannitów. Od roku jestem wolontariuszką w tej organizacji – mówi.
Jednak to był jej pierwszy sprawdzian umiejętności ratowania życia.
– Czy się bałam? Nie myślałam o tym. Miałam przy sobie rękawiczki jednorazowe, bo odkąd skończyłam kurs, zawsze je noszę. Nawet nie wiem, co to za człowiek. Nie wiem też, co się z nim dalej stało – mówi dziewczyna.
Po zdarzeniu roztrzęsiona od emocji wróciła do domu. Jeszcze tego samego dnia odwiedziła ją strażniczka, którą spotkała w parku. Przyniosła Klaudii bukiet kwiatów.
Więcej: gs24.pl
