Człowiek leży na ulicy. Lekarz, przypadkowy świadek, dzwoni na pogotowie - relacjonuje portal zielonagora.gazeta.pl. - Dyspozytor wie, kim jestem, a mówi do mnie jak do matoła: pyta, jak się ranny zachowuje, jakie ma ślady. "Ty debilu, wyślij karetkę", krzyknąłem wkurzony - przyznaje lekarz. Wieczorem dyspozytor rewanżuje się. Dzwoni z dyżurki do lekarza. - Ty fiucie, jesteś lekarzem, a nie potrafisz odróżnić pijaka od chorego człowieka? - żali się lekarz i pyta o zasady pracy pogotowia
Racula, pierwsza wieś za Zieloną Górą, czwartek 9 października, ok. godz. 18. - To było gdzieś na wysokości apteki, przy skręcie na Drzonków. Ciemno, a w poprzek drogi leży człowiek, nie rusza się. Wyglądał jak ofiara potrącenia - opowiada zielonogórski lekarz. Swojego nazwiska podawać nie chce.
Jechał autem z rodziną. Przy leżącym zatrzymało się jeszcze kilka samochodów. - Dzwonię na pogotowie. Mówię, że wygląda groźnie. Wiem, co widzę, jestem lekarzem. A dyspozytor do mnie jak do matoła: jak się zachowuje, jakie ślady. Prawda, nie wytrzymałem: debilu, wyślij karetkę! Odłożył słuchawkę, nawet nie wiedziałem, czy przyjął zgłoszenie.
- Z drugiej strony pędzą samochody, przejeżdżają koło człowieka, robi się niebezpiecznie. Ludzie zaczęli dzwonić na pogotowie. Zaczął się ruszać. Nie powinno się go podnosić, bo mógł mieć uraz głowy, narządów wewnętrznych lub kręgosłupa. Takie są zasady. Ale zaczął się podnosić. Miał ok. 70 lat. Mocno pijany, ale to w tej sytuacji nie ma znaczenia. Bo mógł mieć poważne obrażenia. Z pomocą ludzi wstał, zaczął bujać się przy płocie. I wtedy przyjechała karetka. Lekarz rzucił okiem: pijak, wezwać policję - ciągnie lekarz. - Ale to nie koniec tej historii.
- Siedzę już w domu, dzwoni telefon. Znajomy, dyspozytornia pogotowia. Ten sam głos. Ty fiucie - do mnie - ty jesteś lekarzem, a nie potrafisz odróżnić pijaka od chorego człowieka. Ty poje...ie. No cóż, zrewanżowałem się wiąchą. Podejrzewam, że to ratownik, a nie lekarz. Mimo wszystko, chyba nie takie procedury obowiązują pracowników pogotowia. Powinny zostać nagrania.
Cały tekst: zielonagora.gazeta.pl
