Większość Polaków uważa chyba, że numer alarmowy 112 to coś w rodzaju telefonu zaufania, zwykła infolinia, gdzie można poprosić o odśnieżenie ulicy albo kontakt dla klientów pizzerii. Aż 80 proc. zgłoszeń do Centrum Powiadamiania Ratunkowego w Lublinie to prośby m.in. o przysłanie taksówki, podanie zapomnianego PIN-u czy skargi na korki - alarmuje wyborcza.pl. W Europie proporcje są odwrotne
112 to numer alarmowy, który z założenia służy do powiadamiania o sytuacjach zagrożenia życia, pożarach czy wypadkach. Działa w całej Europie. W Polsce miał funkcjonować już dawno, ale ciągle pojawiały się z tym problemy. W województwie lubelskim pełną parą ruszył w październiku ubiegłego roku. Dla zgłaszających zmieniło się dużo. Wcześniej na połączenie się, z którąś ze służb trzeba było czekać ok. dwóch i pół minuty. Teraz, aby dodzwonić się do operatora numeru 112, wystarczy średnio 9-10 sekund!
W Centrum Powiadamiania Ratunkowego, które obsługuje alarmową centralę, mają mnóstwo pracy. Średnio w ciągu doby pracownicy CPR odbierają ok. 2,3 tys. telefonów. - Problem w tym, że około 80 procent z nich jest bezzasadna. Ludzie dzwonią do nas z wszystkimi żalami i różnymi głupotami. A operatorzy zamiast skupić się nad tym co istotne, muszą często tłumaczyć tym do czego naprawdę służy numer 112 - utyskuje Tomasz Mroziński, kierownik lubelskiego CPR, które ma siedzibę na ul. Szczerbowskiego.
Czytaj więcej: wyborcza.pl
