Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna
 

Zawiniła dyspozytorka, a procedury działają dobrze. To efekt kontroli w pogotowiu, które zlecili wojewoda i marszałek po tym, jak do nieprzytomnego mężczyzny nie wysłano karetki. 66-latek nie żyje, a sprawę bada prokuratura

Chodzi o opisany przez "Wyborczą" przypadek z podlubelskich Piotrowic. Na początku grudnia, późnym wieczorem 66-letni mężczyzna wrócił do swojego domu z firmowej imprezy. Córce powiedział jeszcze, że zejdzie do piwnicy sprawdzić, czy piec dobrze działa. Gdy po chwili zorientowała się, że ojciec nie wraca, razem z matką poszły sprawdzić, co się dzieje. Znalazły mężczyznę nieprzytomnego. Musiał spaść ze schodów i uderzyć się w głowę. Córka wykonała w sumie trzy telefony na pogotowie. Karetka przyjechała po kilkunastu godzinach od pierwszego z nich.

Pogotowie po trzecim telefonie

Według ustaleń "Wyborczej" podczas pierwszej rozmowy z dyspozytorką zdenerwowana córka 66-latka opisała stan ojca. Powiedziała, że nie ma z nim kontaktu i pytała, co robić. Ostatecznie postąpiła zgodnie z sugestiami dyspozytorki: ułożyła ojca w tzw. bezpiecznej pozycji, okryła, by się nie wychłodził i czekała na rozwój sytuacji. Rano z mężczyzną wciąż nie było kontaktu. Jednak dyspozytorka odmówiła wysłania karetki po tym, gdy otrzymała informację, że 66-latek wcześniej pił alkohol. Córka pojechała do przychodni do Lublina prosić o pomoc, tam odesłano ją do pogotowia. Po kolejnym - powtórzmy już trzecim - telefonie karetka przyjechała. 66-latka przetransportowano do szpitala. Miał potężnego krwiaka w głowie. Natychmiast trafił na stół operacyjny. Jednak reakcja lekarzy nie pomogła. Po kilku dniach mężczyzna zmarł, nie odzyskując wcześniej przytomności.
Więcej informacji: lublin.gazeta.pl

Twoja reakcja na artykuł?

Aby dodać komentarz, zaloguj się!

 

Don't have an account yet? Register Now!

Sign in to your account