- Zawsze gdy uchylam drzwi, mam nadzieję, że w mieszkaniu zastanę osobę chorą lub co najwyżej nieprzytomną, ale często znajdujemy osoby martwe. Takie, które odeszły w samotności - opowiada nam Łukasz Górczyński, od czterech lat strażak Państwowej Straży Pożarnej w Jednostce Ratowniczo-Gaśniczej nr 11 w Łodzi.
Pamięta pan swoją pierwszą akcję?
- Dostaliśmy wezwanie w rejon ogródków działkowych. Przed jednym z nich działkowicz zostawił małego fiata i ktoś dla zabawy przewrócił jego samochód na bok. Sytuacja wydawała mi się zabawna, ale dla właściciela nie był to miły obrazek. Przekręciliśmy auto na koła, a następnie zabezpieczyliśmy paliwo i płyny eksploatacyjne, które wylały się z samochodu, za pomocą sorbentu. Jest to specjalny granulat, który wysypujemy w miejscu, w którym nastąpił rozlew - jego cząsteczki wchłaniają niepożądane substancje.
Czytaj więcej: weekend.gazeta.pl
