Dziecko miało zapalenie opon mózgowych. Wysłano je ze szpitala zwykłą karetką, bez aparatury ratującej życie do placówki specjalistycznej, w której po długiej podróży zmarło. Prokuratura postawiła lekarzom zarzuty
Dziewczynkę przyjęto w styczniu do szpitala w Głogowie. Zdiagnozowano u niej zapalenie opon mózgowo-rdzeniowych. Z takim rozpoznaniem dziecko musiało zostać przetransportowane do placówki specjalistycznej we Wrocławiu. Lekarka prowadząca zdecydowała się na wezwanie karetki z odległej o prawie 30 kilometrów Wschowy, zamiast skorzystać z karetek pobliskiego pogotowia. Bo szpital nie miał umowy na korzystanie z ambulansów tamtej placówki.
Karetka się zatrzymuje, bo z dzieckiem coraz gorzej
Przed przyjazdem karetki u dziecka pojawił się wstrząs septyczny, którego lekarze nie zdiagnozowali prawidłowo, choć zauważyli, że jego stan się pogarsza. Mimo to nie zmienili zdania w sprawie przewiezienia dziecka do Wrocławia. Transportowano je zwykłą karetką, bez specjalistycznej aparatury ratującej życie.
Więcej informacji: gazeta.pl
