Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna
 

Helikopter, strażacy i załoga karetki pogotowia wezwanej aż z Brzeszcz ratowali 60-letniego mężczyznę, u którego lekarz podejrzewał zawał serca. Pacjent godzinę i 13 minut czekał w przychodni zdrowia na ul. Starowiejskiej na transport do szpitala, bo w mieście nie było ani jednej wolnej karetki - informuje Gazetakrakowska.pl

- Mamy coraz więcej pracy, a blisko połowa naszych wyjazdów to interwencje, w których uczestniczą równocześnie oba nasze zespoły - mówi jeden z ratowników z Andrychowa, prosząc o anonimowość. Pacjent miał dużo szczęścia, że przeżył. A było tak. Mężczyzna przyszedł do swojego lekarza, bo coś go w piersiach kłuło. Lekarz stwierdził zawał. Od razu wezwał pogotowie, by chorego przewiozło do szpitala. Obydwie andrychowskie karetki były jednak zajęte. Wezwano więc śmigłowiec Lotniczego Pogotowia Ratunkowego.

Wylądował w Andrychowie, ale tam gdzie mu wolno, czyli na lądowisku wyznaczonym na stadionie Beskidu przy ul. Dąbrowskiego. To po drugiej stronie miasta. Karetki nadal były zajęte. O pomoc i przetransportowanie chorego poproszono więc strażaków, którzy zabezpieczali lądowisko. - Jednak o użyciu wozu musiał zdecydować aż Kraków, bo my samochodem gaśniczym nie możemy ludzi przewozić - zaznacza Krzysztof Cieciak, rzecznik PSP w Wadowicach. Gdy dostali zgodę, do wozu zabrali lekarza i ratownika i pojechali po pacjenta. W tym czasie nadjechała zadysponowana przez Centrum Powiadamiania Ratunkowego w Krakowie karetka. Tyle, że przyjechała nie z Andrychowa czy Wadowic, a z Brzeszcz (ok. 30 km).

Karetka z Brzeszcz zabrała pacjenta na lądowisko, ale do śmigłowca nie dojechała. Obawiano się, że pojazd ugrzęźnie na rozmokłym stadionie. Wtedy znów na ratunek ruszyli strażacy. Chwycili za nosze i donieśli chorego do helikoptera. Trafił do szpitala w Oświęcimiu. Operacja przetransportowania pacjenta do śmigłowca trwała godzinę i trzynaście minut. - To igranie z życiem! Karetek w powiecie jest za mało, ale wojewoda nie chce nas słuchać - mówi Piotr Kucharski ze Stowarzyszenia Teraz Andrychów, które w ubiegłym roku zebrało 10 tys. podpisów mieszkańców gminy domagających się pozostawienia w mieście trzech karetek dyżurujących całą dobę.

Czytaj więcej: gazetakrakowska.pl

Twoja reakcja na artykuł?

Aby dodać komentarz, zaloguj się!

 

Don't have an account yet? Register Now!

Sign in to your account