Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna
 

SOR-u w Słupsku nie ma. Jest tylko szyld - ocenił biegły, profesor medycyny.

Taką opinię wyraził w związku ze sprawą pacjentki ze Słupska. W związku z nią Prokuratura Rejonowa w Słupsku postawiła teraz Ryszardowi S., byłemu dyrektorowi Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego w Słupsku, zarzut narażenia tej pacjentki na utratę zdrowia i życia.

Zrobiła tak, bo według niej był odpowiedzialny za organizację warunków pracy w Szpitalnym Oddziale Ratunkowym. Zarzuca mu też, że gdy kierował szpitalem, nieodpowiednio funkcjonował także oddział ginekologiczny w Ustce. Ponadto zarzut postawiono Wojciechowi G., lekarzowi, który 20 maja 2012 roku dyżurował na SOR, gdy trafiła tam młoda słupszczanka. Jemu prokuratura zarzuca, że źle zajmował się pacjentką. Akt oskarżenia, który dotyczy tej sprawy, wkrótce trafi do Sądu Rejonowego w Słupsku.
Jak się dowiedzieliśmy w prokuraturze, słupszczanka pojawiła się w szpitalu rano 20 maja 2012 roku. Karetka pogotowia ratunkowego przywiozła ją tam, po tym jak we własnym domu straciła przytomność. Na SOR spędziła kilka godzin. Wykonano jej tam podstawowe badania krwi i USG brzucha. Nie wykazały one nic groźnego.

Ponieważ pacjentka nadal czuła się źle, lekarz dyżurny zdecydował, że w celu konsultacji ginekologicznej zostanie przewieziona na oddział ginekologiczny do Ustki, bo na SOR ginekolog nie był zatrudniony. W Ustce lekarz wykonał badanie USG. Jednak żadnych dodatkowych badań nie wykonano, bo diagnostyka w tym czasie nie działała.

Gdy pacjentkę ponownie przywieziono na słupski SOR, już nie mogła mówić. W związku z tym trafiła na oddział neurologiczny. Dopiero tam wykonano badanie, które wykazało rozległy krwotok wewnętrzny. O godz. 15 pacjentka trafiła na salę operacyjną. Lekarze uratowali jej życie, ale przeżyła głęboką traumę.

Czytaj więcej: gp24.pl

Don't have an account yet? Register Now!

Sign in to your account