Dąbrowa Górnicza ma problem z osobami uprawnionymi do wystawienia aktu zgonu. Dochodzi do sytuacji, że na ten dokument rodzina lub policja czeka nawet pół dnia alarmuje portal Twojezaglebie.pl
Czerwiec 2014 roku, Kuźniczka Nowa w Dąbrowie, dyżurny policji dostaje zgłoszenie, że w lesie znajdują się najprawdopodobniej zwłoki mężczyzny. Patrol policji wyjeżdża do zgłoszenia i na miejscu znajduje denata. Policjanci przez cały dzień próbują znaleźć specjalistę, który zechciałby wypisać akt zgonu. Po 12 godzinach oczekiwania w lesie, w końcu przyjeżdża lekarz.
Lekarze muszą się rozdwoić
Ta sytuacja nie jest niestety odosobnionym przypadkiem. W Dąbrowie nie ma koronera, a lekarze niechętnie chcą wyjeżdżać do takich przypadków. – My jesteśmy od ratowania życia, a zdarza się, że musimy zostawić pełną poczekalnię pacjentów, którzy mają nawet po 40 stopni gorączki i udać się z policją, by wystawić akt zgonu. Zdarzają się także przypadki, kiedy my nie możemy wystawić aktu bez sekcji zwłok. W karcie należy wpisać przyczynę zgonu. Nie jest to możliwe u osoby, która nie złożyła nigdy deklaracji i nie wiadomo, co się z nią działo. W tym tygodniu zdarzył się taki przypadek, gdzie trzeba było zostawić pacjentów i udać się z policją w celu stwierdzenia zgonu młodego mężczyzny, który od kilku lat pozostawał bezdomny – mówi dr Beata Lipowicz z jednej z dąbrowskich przychodni.
Dlaczego tak się dzieje? Ponieważ tryb ustalania przyczyn zgonu reguluje w Polsce archaiczna ustawa z 1959 roku. Zgodnie z jej przepisami zgon i jego przyczyna powinny być ustalone przez lekarza leczącego w czasie ostatniej choroby. Kartę zgonu może też wystawić lekarz wezwany do nagłego przypadku. Jednak szkopuł w tym, że ekipy pogotowia często składają się z samych ratowników medycznych, którzy już takiego prawa nie mają. Co ważne, NFZ nie płaci za wystawianie kart zgonów, stąd przerzucanie się odpowiedzialnością. Problem ten poruszyła na ostatniej sesji jedna z radnych.
Więcej: twojezaglebie.pl
