Uczeń podinowrocławskiej podstawówki wymyślił wypadek w Górze. Cztery zespoły medyczne, straż pożarna i policja krążyły tam szukając miejsca zdarzenia. Dowcipniś został już namierzony.
Kilka dni temu stróże prawa zakończyli kompletowanie materiały dotyczącego „wyczynów” 14-latka z gminy Inowrocław - poinformował Express.bydgoski.pl
- Aż włos jeży się na głowie, gdy widzi się skalę bezmyślności i głupoty – mówi jeden z wtajemniczonych w sprawę funkcjonariuszy.
W sądzie przy ulicy Narutowicza za jakiś czas będzie musiał stawić się nastolatek, któremu albo się nudziło, albo chciał za wszelką cenę narobić zamieszania.
Zaczął od tego, że dwie mieszkanki jednej z podinowrocławskich wsi nękał o różnych porach telefonami.
- Czasem były to głuche telefony, a niekiedy ktoś odzywał się i coś bełkotał. Jedną z kobiet nawet rozmówca poinformował o zmianie daty treningu jej dziecka, co okazało się kłamstwem – mówi st. asp. Izabella Drobniecka z policji.
Najwyraźniej nastolatkowi nie wystarczał już bełkot do telefonu, bowiem zadzwonił na pogotowie i powiadomił o wypadku, do którego miało dojść w Górze. Powiedział, że ciężarówka zderzyła się z autobusem przewożącym dzieci i jest dziesięciu rannych.
Wszystkie służby zostały postawione na nogi, a na sygnałach na w kierunku włocławka popędziły cztery zespoły medyczne, straż pożarna i policja. Gotowy też w każdej chwili był do wylotu ratunkowy śmigłowiec.
- Przez pewien czas służby objeżdżały rejon szukając miejsca wypadku i weryfikowały informacje na temat zdarzenia. Dopiero po pewnym czasie okazało się, że zgłoszenie było fikcją – mówi st. asp. Izabella Drobniecka.
Tu żarty się skończyły. Autora telefonu namierzono. To 14-latek z podinowrocławskiej podstawówki. Czeka go sprawa w sądzie dla nieletnich.
Pytanie tylko, czy spotka go kara? Gdy bowiem mówi się na Kujawach o wybrykach nieletnich, wracają wspomnienia sprzed kilku lat, kiedy to dwóch 15-latków podpaliło zabytkową dzwonnicę przy kościele św. Mikołaja.
Więcej: express.bydgoski.pl

Komentarze